poniedziałek, 28 września 2015

odsłaniam cząstkę mojej duszy...

Witam!
Jak wiecie, bardzo nie lubię zaniedbywać bloga, więc staram się zagospodarowywać trochę czasu na pisanie notek. Najchętniej pisałabym je codziennie, ale mam bardzo dużo obowiązków i muszę odmawiać sobie takich przyjemności. Na początku chcę wam polecić super duper piosenkę, która jest przepiękna i myślę że każdy słyszał ją chociaż kilka razy w życiu.
Nie ukrywam, że to moja ulubiona piosenka tego zespołu. Daje dużo do myślenia i kojarzy mi się z pewnym przyjacielem. Wiem, to brzmi tajemniczo więc wyjaśnię: ten przyjaciel był (i w sumie jest) mi bardzo bliski, ale coś się między nami popsuło i aktualnie nie mam z nim kontaktu, lecz okropnie tęsknię. Specjalnie dla mnie nauczył się grać tą piosenkę na gitarze, może dlatego tak lubię ten utwór. Osoba o której mowa nigdy nie wejdzie na tego bloga, chyba że stanie się cud i kiedyś się do mnie odezwie i naprawimy relacje, ale to raczej niemożliwe. Mimo wszystko to jemu dedykuję "Długość dźwięku samotności". Oki, rozumiem, raczej nie interesują was moje smutne przeżycia dlatego skończmy ten jakże bolesny dla mnie temat. 
Szczerze mówiąc miałam całkowicie improwizować w tej notce, ale wpadł mi do głowy pomysł dnia. Ci którzy mnie znają pewnie w tym momencie uciekliby z krzykiem, bo zwykle moje pomysły źle się kończą, haha. Żeby nie przedłużać: podlinkuję wam piosenkami które w jakiś sposób są dla mnie ważne i jestem z nimi związana, wyjaśnię, dlaczego. Pierwszy numer mamy już za sobą. Czas na następny.
*bierze głęboki wdech* Ta piosenka jest zadedykowana mojej dobrej koleżance, która męczyła nią mnie, dopóki jej nie pokochałam, dopóki nie poznałam każdego dźwięku. Słuchała jej non stop po rozstaniu z chłopakiem. Jest bardzo wrażliwa, bardzo to przeżyła. Martwiłam się o nią więc wspólnie śpiewałyśmy "Na zawsze i na wieczność", pozwalałam się jej wypłakać, przytulałam i zapewniałam że wszystko będzie dobrze. Istotnie, wszystko skończyło się happy endem, ponieważ w końcu znalazła kogoś, kto ją pokochał. I jest z nim do teraz. Swoją drogą, urocza z nich parka. Myślę że nie ma co przeciągać, kolej na...
Piosenka która porywa do tańca, zna ją chyba każdy. Nic dziwnego, że to właśnie ona stała się hitem obozu, na który pojechałam kilka lat temu. Nuciliśmy ją w czasie wolnym, na zajęciach, przed snem, na zaprawie porannej, przy obiedzie, pod prysznicem, w autobusie. Wymyślaliśmy własne przeróbki, jeden uczestnik nauczył się ją grać na gitarze. Jeśli ktoś zapytałby mnie, co kojarzy mi się z tamtym obozem, bez wahania odpowiedziałabym "Lubiła tańczyć!". 
W tym roku pojechałam na tydzień do Włoch razem z wujostwem. Okazało się, że wujek uwielbia IRĘ, nic więc dziwnego, że w samochodzie w kółko słuchaliśmy tych samych płyt. Najbardziej utkwiła mi w głowie ta piosenka. Fałszowaliśmy w drodze na lotnisko czy do restauracji. Świetnie się bawiłam w ich towarzystwie, za każdym razem głośniej śpiewałam ten utwór. Wujek był zachwycony faktem że ktoś lubi jego gust muzyczny. Włosi dziwnie się na nas patrzyli kiedy dawaliśmy popis na ulicy, ale śmiechu było co nie miara. Jejku, jak miło tak powspominać!
Jest pierwsza na liście ulubionych w moim telefonie. Kiedy się zakochałam, ciągle jej słuchałam. Mój wybranek świetnie pasował do tej piosenki. Wiedziałam, że szanse na związek były marne, ale nie mogłam się powstrzymać przed ubieraniem słuchawek i śpiewaniem jej całymi godzinami, marząc o chłopaku. Najchętniej bym mu ją wtedy zaśpiewała, ale jestem zbyt nieśmiała, niestety. Ta piosenka celnie oddawała moje uczucia, dlatego od razu ściągnęłam ją na telefon i nauczyłam się tekstu na pamięć. Zresztą, zawsze kiedy nie umiem czegoś wyrazić swoimi słowami, słucham piosenek, które robią to za mnie. "Sacrum" to taka moja mała część, którą poświęciłam dla ukochanego.
♥♥♥
to jest kilka takich piosenek, które bardzo kocham. nie napisałam wszystkich, tylko te z którymi mam jakieś wspomnienia. Mam nadzieję że napiszę kolejną notkę jak najszybciej. Bardzo was kocham xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz