wtorek, 29 grudnia 2015

carpe diem!

Hi babes
jest już po świętach i chyba nie będzie to dla was zaskoczeniem, że i ja nie poczułam ich atmosfery. Ale cóż, było, minęło. No właśnie... czy nie tak jest z naszym życiem? Czy tych okresów nie chcecie jak najszybciej przecierpieć, zmęczyć, przejść do kolejnego etapu? Muszę z przykrością przyznać że ja bardzo często myślę w taki sposób. Gimnazjum? Okej, to tylko odcinek czasu, jakoś to będzie, za kilka lat już będę dorosła, skończę szkołę, zostaną tylko wspomnienia. Wizyta u dentysty? Kłótnia? Za godzinę będzie niemiłą myślą z tyłu mojej głowy. Bo przecież życie toczy się dalej...czyż nie? Owszem, taki tok myślenia jest trafny, bezbolesny, wręcz bezpieczny. "Żyjemy. Byle do piątku, byle do świąt, byle do wakacji, byle do lata, byle jak...". To mnie w sumie zasmuca. Nie tak sobie wyobrażałam życie. Jedyne, bezcenne. Rzucając się w wir nauki, zajęć dodatkowych, ja po prostu tonę. Kiedy znajdę się na dnie, aby na zawsze zakopać się głęboko w mule? Muszę niestety stwierdzić, że nawet teraz tak myślę. Czekam na ferie, następnie wakacje, koncert, wyjazd. Przecież i one mogą okazać się porażką, a pewnego zwykłego, jakiegoś dnia może wydarzyć się coś wspaniałego i nie trzeba czekać na specjalne okazje. Od wydarzenia do wydarzenia, jakbym łączyła kolejne punkty. Czuję, że życie przecieka mi przez palce. Tyle rzeczy mogłam zrobić, przepuściłam tyle szans i okazji, a ja nie chcę niczego żałować. Dzieciństwo minęło bezpowrotnie. Młodość jak kamień w wodę. Nie cofnę się w czasie, nie naprawię niektórych rzeczy. Ale oddycham, poruszam się dalej. Straciłam przyjaciela? Słońce przez to nie zgasło, gwiazdy nie spadły. Lecz dla mnie to była tragedia. Ludzie codziennie przeżywają własne dramaty, te małe i te duże, skrywają sekrety pod maską dobrego uśmiechu. Muszą jakoś ciągnąć to dalej. Zmagać się z trudami. Wierząc, że los się uśmiechnie. Niektórzy nie dają rady. Nie mają na co czekać. To jest chyba najsmutniejsze. Brak celów, marzeń, ambicji, punktu, którego można by się złapać, ramion, do których można by się przytulić. Coraz częściej zdarza mi się myśleć według schematu zaciśnij zęby-przeżyj-zapomnij. Przecież od tego się nie umiera. Będzie trochę boleć i przestanie. Tylko nie wolno się poddać. Owszem, skoro to ma mi pomóc, to będę postępować według tego wzoru. Ale ja nie chcę karmić się rutyną, szarością dnia. Chcę odczuć na własnej skórze smak porażki oraz zwycięstwa. To moje życie, jest w moich rękach. Będę robić szalone rzeczy, podejmować decyzje, tracić osoby na których mi zależy - ale nie zamierzam po smutnych wydarzeniach mozolnie ciągnąć ołówka do kolejnego punktu. Chcę każdego dnia uczyć się czegoś nowego, dusić go jak cytrynkę, odnajdywać szczęście w każdej chwili. Nie chcę w poniedziałek żyć do piątku i z nieobecnym wzrokiem zrywać kartki kalendarza. I wam też tego życzę. Żebyście oddychali pełną piersią i niczego nie żałowali. Nie planowali, chociaż wyznaczali cele. Żeby życie wam nie uciekło.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Brak empatii jednym z najgorszych przekleństw XXI wieku

Hi there
muszę się pochwalić, że kupiłam bilet na wymarzony koncert (nie, nie Justina) i jadę na obóz harcerski, także 2k16 zapowiada się dosyć dobrze. Jutro mam klasową wigilię, mam nadzieję że będzie miło. Z mniej przyjemnych rzeczy, spotkałam dziś swojego byłego najlepszego przyjaciela i nawet nie powiedział mi cześć, ale nieważne. 
Tematem tej notki będzie...hm, w sumie nie wiem jak to ubrać w słowa. Empatia? Zresztą, zobaczycie podczas czytania.
♥♥♥
Na początek kilka sytuacji z mojego życia. Chodzi mi głównie o to, że chcę wam przybliżyć zagadnienie.
Sytuacja pierwsza: Ostatnio zadzwoniła do mnie przyjaciółka opowiadając "przezabawną" historię, jak to rozpowiedziała wszystkim w klasie, że znienawidzona przez nią dziewczyna ma kuratora, pijących rodziców i na dodatek pani na wuefie na nią nakrzyczała. 
Jest moją przyjaciółką, ale nie będę tolerować u niej takich rzeczy, tym razem przegięła. Na spokojnie wytłumaczyłam że takie postępowanie nawet w przypadku braku sympatii do drugiej osoby nie jest dobre. Dziewczyna ma kłopoty więc zamiast ją wkopywać i robić przykrości przynajmniej dałaby jej spokój. Przyjaciółka była dosyć niezadowolona, według niej to co zrobiła jest uzasadnione, bo przecież one się nie lubią, ale ja mam w tej kwestii inne zdanie. 
Sytuacja druga: Kręciłam filmik na konkurs w parku i kazałam koleżankom usiąść na huśtawkach. Kiedy zeszły, w kadr weszły mi dwie nieznajome nastolatki. Usiadły na huśtawkach, więc poszłyśmy kręcić gdzie indziej, jednakże one szły cały czas za nami, mówiąc, że nie dadzą nam dokończyć. Żadna z nas ich nie znała i szczerze mówiąc jeszcze bardziej załamałam się ludźmi. Oczywiście odpuściłyśmy i poszłyśmy do drugiego parku, żegnane obelgami. Nie wiem, czy laski były wstawione, ale ich zachowanie było wprost bulwersujące. Skąd w ludziach tyle nienawiści? co im przeszkadzało? dlaczego zadzierają z nieznajomymi, niewinnymi ludźmi? o co im chodziło? byłam naprawdę zaskoczona. Cóż, mam nadzieję, że to się nie powtórzy i nie będą przeszkadzać innym ludziom. To byłoby dobre zarówno dla "ofiar" jak i "atakujących".
Sytuacja trzecia: Koleżanki z klasy nie stać na drogie ubrania i kupuje w sklepach z odzieżą używaną. Ostatnio ktoś zauważył jak wchodzi do jednego z nich i rozpowiedział plotki o tym, że jest biedna, ma wszy itp.
Niektórzy pustacy śmiali się, obgadywali koleżankę. Mi ręce dosłownie opadły. Nie rozumiem jak można być tak płytkim. Przecież liczy się to, co jest w środku. Charakter, nie wygląd. Wnętrze, nie opakowanie. Zwłaszcza, że ona jest sympatyczna. Nie rozumiem, dlaczego dla innych znaczenie ma marka. Chyba nie pasuję do ludzi. Wstydziłam się za klasę. 
Nie mam zielonego pojęcia dlaczego ludzie tacy są. Brak im empatii. Na pewno nie czuliby się dobrze w skórze ośmieszanych osób. Wygrana ze słabszymi nigdy nie będzie zwycięstwem. Może stwierdzenie to jest oklepane, lecz do bólu prawdziwe. Dlaczego nie jesteśmy wrażliwi na ból drugiego człowieka? To takie trudne, nie zrobić komuś przykrości dla rozrywki, nie dokopać wrogowi. Ja potrafię się powstrzymać, unikam takich sytuacji. Oczywiście nie jest to tak, że daję sobie wejść na głowę. Ale rozumiem, że ludzie też czują i robi im się smutno, są zdolni do płaczu i cierpienia i nie chcę im namnażać kłopotów. Mam nadzieję, że wy też to wiecie i odczuwacie empatię. Na świecie jest wystarczająco dużo zła. 
Musiałam poruszyć ten temat, bo zaczęło mnie to przerażać. Po ostatnich wydarzeniach zdałam sobie sprawę, iż poszło to stanowczo za daleko. Pozostaje mi tylko trzymać kciuki żebyście nie szerzyli nienawiści i wzięli do serca ten post. Dziękuję za przeczytanie.
PS. Kocham was i dobrze to wiecie!!!
PS2. Wesołych świąt misie!!!

piątek, 18 grudnia 2015

Świąteczna notka w nietypowym wydaniu

Witam
bardzo dawno mnie nie było, wiem:( ale w grudniu mam urwanie głowy, bardzo dużo rzeczy do zrobienia, niekoniecznie związanych ze szkołą. Bardzo wkręciłam się w akcje charytatywne, a w okresie świątecznym jest ich bardzo dużo. No właśnie, święta... czas radości i spotkań z rodziną, jednakże nie dla wszystkich. To bardzo przykre, na przykład mama mojej koleżanki pracuje za granicą i nie będzie obecna przy wigilijnym stole. Takich ludzi jest tysiące, znajdują się w dużo gorszych sytuacjach. Niektórzy są pokłóceni z rodziną bądź odrzuceni przez innych i święta spędzą samiuteńcy jak palec. Strasznie mi przykro, kiedy słyszę o takich ludziach. Nie chcę być obojętna na ich los, dlatego angażuję się w szlachetną paczkę, pomagam w schronisku, w domu dziecka, wyręczam najbliższych. To niewiele, lecz jeśli ktoś ma w ten sposób poczuć się szczęśliwszy nie zrezygnuję z robienia tego, co robię. Chciałam zrobić świąteczną supernotkę ale jak zwykle z tego nici. Nie umiem robić DIY, ozdóbek świątecznych, nie robię sesji w sweterkach w reniferki, nie rozwieszam lampek w pokoju i tak dalej. Nie chodzi o to, że nie obchodzę świąt. Po prostu uważam to za zbędne i jakoś nie czuję fenomenu na takie rzeczy. W tym roku szczerze mówiąc nie poczułam świąt, z pomocą przyszła mi moja idolka. Jak zawsze, po przesłuchaniu jej świątecznego albumu (najlepszy prezent jaki mogłam sobie wymarzyć!) mój nastrój się poprawił. Mam nadzieję, że spadnie śnieg. No i oczywiście Kevin zawita do domów. Należę do ludzi, którym takie rzeczy nie przeszkadzają, a piosenka "coraz bliżej święta" nie jest problemem. Nie lubię natomiast łamania się opłatkiem - po prostu mnie to peszy. Nie potrafię stanąć przed długo niewidzianą ciocią i patrząc jej w oczy, powiedzieć szczerych życzeń. Zwykle recytuję te same, oblewając się rumieńcem i marzę, abyśmy zasiedli do stołu. Lubię ubierać choinkę, ale w samotności. Sama nie wiem, jest to dla mnie swego rodzaju świętość i chcę zrobić to w pojedynkę. Ale jak zawsze zaczęłam pisać o sobie, muszę się tego oduczyć, bo zarówno was jak i mnie to chyba irytuje. 
W ten szczególny czas, raz do roku, gdy siadamy wspólnie przy stole, powinniśmy postarać się, aby mieć jak najlepsze wspomnienia z tego dnia. Każdy się ze mną zgodzi - ucztowanie i wspólne kolędowanie z ludźmi, z którymi jesteśmy w konfliktach nie jest przyjemne. Kłótnie, rodzinne sprawy, problemy i żal odłóżmy na bok, choć ten jeden raz. Nie chodzi o to, żeby być sztucznie miłym, sztywnym, bo powinno być nam dobrze i wygodnie, powinniśmy czuć się swobodnie w rodzinnym gronie. Należy też pamiętać o manierach. Chyba każdy wie. że mlaskanie, siorbanie, dłubanie w zębach i gorsze czynności są niedozwolone. Warto też zadbać o estetykę, talerze muszą być dokładnie umyte, pierogi przygrzane, obrus czysty. Mam prośbę - wyłączcie telewizor, porozmawiajcie z kimś o jego marzeniach, wyjazdach, planach, pracy, psie, kocie, domu, pasji i od razu zrobi się milej. Nie skreślaj rodziny, nie wkładaj jej do szufladki z napisem "izolacja". To też są ludzie, tacy jak my. Oddychają, jedzą, piją, poruszają się, mają własne zdanie, hobby i kłopoty. Nie wymagajmy od nich, że od razu staną się naszymi przyjaciółmi i zwierzą ze wszystkiego, ale na pewno rozluźnimy atmosferę. Daj im szansę. Możesz przy okazji zyskać sprzymierzeńca i osobę na której możesz polegać. 
♥♥♥
Wiem, notka jest dosyć krótka, niekonkretna, nudna. Ale tak bardzo chciałam dodać coś na bloga, tak bardzo tęsknię za częstymi postami, że po prostu musiałam. Wiem, że nie wyczerpałam tematu, ale niestety nie potrafię tego robić. Wszystkim życzę spokojnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w rodzinnym gronie. Trzymajcie się!

środa, 25 listopada 2015

Sprawdzone metody na naukę

Witam witam
Nie wiem jak was, ale mnie przytłacza myśl o tym że trzeba się dobrze uczyć, wyciągać oceny, wkuwać na sprawdziany, stresować przy tablicy, rozwiązywać tysiące zadań. Nie uczę się jakoś beznadziejnie (hehe) tak więc tematem dzisiejszej notki będzie efektywna nauka.
♥♥♥
Jak się efektywnie uczyć?
To pytanie zadaje sobie chyba każdy uczeń. Nie ma tak, że powiesz sobie "jestem głupi, mak i kopanie rowów czeka, oleję naukę i zostanę batmanem". Nikt nie jest głupi. Prawie wszystkiego można się wyuczyć, trzeba tylko chcieć, nie wolno się poddać. Denerwuje mnie też mówienie "to przez nauczyciela/szkołę" bo nieważne w jakiej szkole jesteś, jeśli chcesz to się nauczysz. I nauczyciele nie zawsze są winni, to też ludzie i należy o tym pamiętać. Szczerze mówiąc, ja nie chcę być w przyszłości idiotką, która nic nie umie, bo zawalała szkołę. Chcę być mądra, wykształcona. Chcę coś osiągnąć. 
Chciałabym także podzielić się z wami moimi sprawdzonymi sposobami na naukę.
1. Organizacja!
Wiadomo, że jeśli po szkole zjesz obiad, oglądniesz telewizję, zdrzemniesz się, przeglądniesz internet, obdzwonisz koleżanki i zostanie ci trochę czasu późnym wieczorem, nie nauczysz się i nie zrozumiesz zadań domowych. Jak rozplanować dzień i przy okazji nie zapomnieć o szkolnych obowiązkach? to nie problem. Zapisuj w kalendarzu, zeszycie, telefonie. Planuj dzień. Dozuj wszystko, aby nie zabrakło ci czasu.
2. Cisza, spokój, porządek!
W pokoju hałasuje telewizor, lecą piosenki twojego idola, wszędzie porozrzucane ubrania i książki. Jeśli masz nadzieję że cokolwiek wejdzie ci do głowy to grubo się mylisz. Ale i na to jest rada. Wyłącz tv, radio, posprzątaj, zjedz czekoladę i odetchnij głęboko. Teraz dopiero jesteś gotowy.
3. Fiszki, mazaki, kolorowo i przejrzyście!
Tak, sama bazgram jak kura pazurem, jestem niechlujna. Ale robię odstępy, akapity, w piórniku mam kredki i flamastry, którymi podkreślam ważniejsze rzeczy. Wklejam fiszki. On razu lepiej materiał wchodzi mi do głowy. Fajną metodą są także schematy, tabelki, skojarzenia. Naprawdę polecam.
3. Skrupulatne notatki i skupienie!
Nauczyciel mówi na lekcji a ty nawet nie słuchasz? nie ma się co dziwić że dostałeś złą ocenę. Warto (uwierz mi) notować to, co dopowiada nauczyciel. I słuchać, nawet jeśli powinien dostać nobla za przynudzanie. Nie zaszkodzi ci to na pewno, a później zostanie ci mniej do przerobienia w domu, bo będziesz pamiętać coś z lekcji.
4. Systematyczność!
Sprawdzian dopiero w piątek, kartkówka w czwartek, pouczę się dzień przed, dam radę, teraz idę na zakupy" to błędny myślenie. Masz czas - każdy ma go choć trochę w wolnym dniu - poucz się tego, co brałeś dziś, ucz się z lekcji na lekcję. Niezapowiedziane kartkówki czy odpytywanie nie będzie ci straszne, a przy sprawdzianie będziesz mieć o połowę mniej rzeczy do przerobienia.
5. Sen!
Zostawiasz naukę na noc? To chyba najgorsze co możesz zrobić. Po 17/18 nasz mózg pracuje wolniej, informacje gorzej się przyswaja, dlatego trzeba uczyć się przed tymi godzinami. Najlepiej zaraz po szkole zrobić krótką przerwę i zabrać się do nauki.
6. Przerwy!
Wiadomo, że nie możemy całego dnia spędzić z nosem w książkach, siedząc z nocnikiem z lewej i kanapkami z prawej, żeby nie tracić czasu na wstawanie. Jeśli odczuwasz zmęczenie a twój mózg krzyczy dość, wyjdź na dwór, zadzwoń do koleżanki, wypij koktajl, przebiegnij się i zapomnij na te pół godziny o szkole.
7. Dodatkowe ale bardzo ważne! (nie wiedziałam do jakiej kategorii dodać shh)
Pij dużo wody, dbaj o dobre oświetlenie, wychodź na świeże powietrze i otwieraj okno. Na naukę bardzo wpływają też nasze stosunki z koleżankami. Konflikty rozwiązuj i nie stresuj się nimi - to tylko pogorszy twoją uwagę. Nie ucz się na łóżku, bo automatycznie zacznie ci się chcieć spać. Jeśli nie rozumiesz jakiegoś słowa w podręczniku, nie olewaj go tylko sprawdź definicję. 
♥♥♥
To właśnie moje metody na efektywną naukę. Naprawdę pomagają. Pamiętaj, że od twojego stosunku do nauki zależy twoja przyszłość. A chyba nie chcesz jej zaprzepaszczać?
Mam nadzieję że pomogłam choć jednej osobie. Jeśli tak, będę bardzo szczęśliwa. Trzymam za ciebie kciuki!

piątek, 13 listopada 2015

Motywacja

Witam
Mam dużo czasu w tym tygodniu, w przyszłym grafik będzie napięty, dlatego też notka zostanie napisana dziś. W dwóch ostatnich pisałam tylko o sobie no i kurcze, głupio mi, nie chcę tak cały czas. Ostatnio miałam dosyć duży spadek formy. Zabrakło mi motywacji, chęci i siły. Nie poddaję się, co to to nie, mam zbyt dużo silnej woli w sobie. 
Moje sposoby na zdobycie motywacji są różne, trwałe, ale co najważniejsze - sprawdzają się za każdym razem. Każdy z was ma dni, kiedy jest przybity, zmęczony, zniechęcony i najchętniej zawinąłby się w naleśnika smutku i ryczał cały dzień, wyłączając świat, zgłaszając nieprzygotowanie do życia. Brzmi znajomo? Też tak mam. Jak się przekonaliście, nie da się tego zrobić, trzeba zwlec się z łóżka, zagryźć zęby i żyć. Dziś będzie trochę cytatowo, ale cytaty pomogą mi w napisaniu posta.
"Bariery istnieją tylko w naszych głowach"
To zdanie wypowiadane jest najczęściej przez niepełnosprawnych, którzy są chyba najlepszym przykładem ludzkiego nieszczęścia. Pokrzywdzeni przez los, jednak nie poddają się. Żyją dalej. Uczą nas zwalczać przeszkody. Mimo tego, że nie potrafią wielu rzeczy, nie są w pełni sił, są szczęśliwi, nie użalają się nad sobą. Potrafią docenić swoje życie. Potrafią przełamać bariery. Istniejące tylko w naszych głowach.
"Im bardziej w życiu ma się pod górkę, tym piękniejsze będą widoki"
Przekaz jest prosty. Życie rzuca kłody pod nogi, psuje plany. Trudno, jakże trudno przezwyciężyć trudności, osiągnąć sukces. Od brnięcia po stromej górze bolą nas wszystkie mięśnie, serce, ciało, dusza. Chcemy nieraz zawrócić. Położyć się i rozpłakać. Jednakże wciąż idziemy dalej. Krok za krokiem, noga za nogą. Buty się ślizgają. Deszcz leje. Kolejna przeszkoda. Zaciskamy pięści, cel już tak blisko. W końcu go osiągamy. Momentalnie przestaje nas wszystko boleć. Przed nami rozciąga się szerokie niebo, łąki pełne kwiatów, przytulne domki, szumiące lasy, morze, latają motyle. Nareszcie. Trud został wynagrodzony. Jesteśmy wygrani. Możemy rozkoszować się tym widokiem, widokiem naszego sukcesu. Przecież tyle na to czekaliśmy. Uwierzcie mi, było warto. Przysięgam na te łąki, piękne niebo i motylki. Było warto.
"Może to nie z tobą, a ze światem jest coś nie tak...?"
Warto zadać sobie to pytanie, ilekroć w siebie zwątpimy. Myślimy, że to my zawaliliśmy, wina leży po naszej stronie. To były w końcu nasze, a nie innych, ambicje. Ale trzeba pamiętać: oprócz nas jest jeszcze masa innych powodów, całkowicie od nas niezależnych, które spowodowały, że tym razem nie wyszło. Nie mówię, żeby zwalać winę na wszystko, byle obronić siebie. Owszem, trzeba brać to na klatę, ale tylko wtedy, gdy naprawdę my coś zepsuliśmy. Jeśli to inni ludzie poprzestawiali nam szyki, to ich misja zdecydowała o klęsce, nie wolno się obwiniać, pogrążać się w rozpaczy i więcej nie podejmować zadań. Dlatego ten cytat jest tak istotny. Zawsze spytajcie się sami siebie, kto zawinił. To naprawdę pomocne.
"Dopóki jesteś, wszystko ma przyszłość"
Nie powiodło się. Nieważne z czyjej winy. Motywacja spada w dół jak przecięta winda (tak, wiem że wind się nie przecina, shh). Grunt, że jesteś znów na dnie i musisz zaczynać od początku. Powieki pieką od łez. Ale ty nadal żyjesz! Nie jesteś skorupą, skrzynią, trupem czy meblościanką, ale człowiekiem, który czuje i oddycha. Nie masz już chęci na podjęcie kolejnej próby. Ale przecież jesteś i nie możesz się zatrzymać. Twoje serce bije. Nadal. Przyszłość nadejdzie, więc walcz o to, by była jak najlepsza. Skoro żyjesz, zaczynaj od nowa. Buduj na mocnych fundamentach. Nigdzie nie uciekasz, a jeżeli jesteś, wszystko co zaczniesz, osiągniesz, stracisz - wszystko ma przyszłość. Bo jesteś ty.
"Dopóki coś wywołuje uśmiech na Twojej twarzy, nie możesz tego żałować."
I teraz musisz sobie zadać okropnie ważne pytanie: CO wywołuje uśmiech na twojej twarzy? Wzloty, drobne sukcesy, osiągnięty cel, motywacja? Podejrzewam, że tak. Więc nie żałuj, że coś robisz, coś ci nie wyjdzie, nie żałuj podjętych decyzji, bo dzięki temu wszystkiemu jesteś szczęśliwa. Dzięki temu kiedyś osiągniesz cel, będziesz spełniona. Zawodowo, uczuciowo, duchowo - to zależy tylko od ciebie. Warto walczyć dla tego uśmiechu, choćby jednego. I jeśli już teraz, czasem, często, rzadko, ale jesteś z siebie dumny i uradowany, to nie żałuj tego. Nie rezygnuj, proszę. Zrób to dla mnie.
♥♥♥
co jest motywacją dla mnie?
Przyjaciele, którzy są przy mnie na dobre i na złe. Warto mieć przy sobie czyjeś ramiona. Wiem, że zawsze mi pomogą. Do końca życia będę im wdzięczna za wsparcie i pozytywną energię.
Idole, którzy wnoszą do mojego dnia promyk słońca. Dzięki codziennym postom na portalach społecznościowych, ich zdjęciom, tak dobrze znanym uśmiechom, wierzę, że kiedyś osiągnę taki sukces jak oni.
Cytaty, nie tylko te, którymi dziś się z wami podzieliłam, jest ich dużo więcej. Są niezwykle motywujące, i jeśli wam to pomoże, zapisujcie je wszędzie, przyklejajcie na ścianie, chowajcie w piórniku, wbijcie sobie do głowy, aż w nie uwierzycie.
Muzyka, całkiem inny, czarodziejski świat, azyl w trudnych chwilach. Stanowi dla nas odskocznię, lecz nie tylko odskocznię, bo w piosenkach też możemy doszukiwać się motywujących, zagrzewających do walki słów. Warto nucić je w chwilach zwątpienia.
Książki, także inny wymiar. Mogę przez chwilę poczuć się jak ktoś inny, wczuć się w jego problemy, oddychać jego powietrzem. Ale w książkach bohaterowie też często coś osiągają. Nie poddają się. To jest najważniejsze. Bierzmy z nich przykład
♥♥♥
Spójrz mi w oczy i powiedz, że się nie poddasz. Nigdy.
Kocham cię, wierzę w ciebie najmocniej.
Osiągnij coś dla mnie.
Proszę.

środa, 11 listopada 2015

wishlist&fakty o mnie

Hejka!
W przyszłym tygodniu mam wywiadówkę i to chyba data mojej śmierci:( najbardziej leży u mnie matematyka i angielski. Jak zwykle chcę wam coś napisać, ale brak pomysłów na tematy notek! Stwierdziłam, że mimo to będę pisać. Będziecie musieli mi wybaczyć to, że post jak zwykle o mnie. Zdaję sobie sprawę z tego jak nudną osobą jestem i w ogóle, także lepiej weźcie ze sobą poduszkę i koc, żebyście mogli się zdrzemnąć pomiędzy zdaniami. 
♥♥♥
Pierwszą sprawą będzie moja wishlist na święta. Będę się cieszyć, jak dostanę choć jedną z tych rzeczy, ale nie będę miała żalu jeśli nic nie dostanę (jestem już trochę za duża na prezenty ew). 
Co chciałabym dostać?
1. Onesie
Jest to jednoczęściowa piżamka, najczęściej zwierzątko, można ją kupić na internecie, jest megasłodka i megaciepła, po prostu perf!
gdybym miała się decydować na jakieś onesie to na pewno byłoby to któreś z przedstawionych na zdjęciach
Dodaj napis
2. Bluza panda
co tu dużo mówić, potrzebuję zakupić ciepłą bluzę, kocham pandy, więc chciałabym właśnie taką jak poniżej
3. Poduszka emoji kupa
Nie oceniajcie mnie hahahah, wiem że to dziecinne ale strasznie spodobała mi się ta podusia (swoją drogą, taką mam minę kiedy udaje mi się nie zawalić matmy)
4. Case na telefon Stitch
Mam zwykłą, najzwyklejszą w świecie niebieską obudowę i chciałabym ją zmienić na jakąś ciekawszą. Posiadam mniejszy telefon dlatego nie pasowałby do case na zdjęciu, ale znalazłabym identyczny dopasowany do mojego modelu.
Dotarliśmy do szczęśliwego końca naszej listy. Zdaję sobie z tego, że jestem okropnie dziecinna, ale nie zamierzam rezygnować z tych rzeczy. Skoro sprawiają mi przyjemność nie muszę się przejmować opinią innych. 
Zdaję sobie sprawę, że więcej tu było zdjęć niż tekstu i bardzo was za to przepraszam, dlatego znowu zdecydowałam się podzielić notkę na dwie części i w tej drugiej ((nudniejszej)) będę tylko pisać. 
♥♥♥
Często na askach, blogach, fejsbukowych grupach spotykam się z postami, gdzie dana osoba pisze o sobie ciekawostki, fakty, informacje, no wiecie o co mi chodzi. Pozazdrościłam im i stwierdziłam że też napiszę co nieco o sobie. Od razu mówię że jeśli akurat tego dnia wolicie się pouczyć, to nie polecam wam ich czytać, ze względu na nieciekawość mojej osoby. Mam nadzieję, że choć jedna osoba przeczyta ten post w całości (okej, to nie było śmieszne). 
Mam na imię Zuzia i kocham swoje imię&jego zdrobnienia
Uśmiecham się bardzo często, nawet z błahych powodów, śmieję się z kiepskich żartów
Jestem Arianator, Potterhead, Marooner i Sheerio
Uwielbiam kotki, pandy, pingwinki, pieski i króliczki
Nadal oglądam bajki, moją fav jest kubuś puchatek
Jestem dosyć nieśmiała, nie lubię zagadywać pierwsza
Przestałam się przejmować moją wagą
Mam dosyć dużą wadę wzroku
Jestem harcerką oficjalnie zakochaną w ZHP
Kocham śpiewać, jeżdżę na konkursy
gram na dwóch instrumentach, pierwszy to moja tajemnica, drugi to fortepian
nie mogę żyć bez muzyki
kocham jednorożce i wierzę w ich istnienie
jestem dosyć dziecinna
jem kilka jogurtów dziennie, opycham się słodyczami i mam lodówkę w pokoju
Żyję własnym (a nie innych) życiem 
moi idole codziennie sprawiają że się uśmiecham
jestem typową twitterowiczką i nie wyobrażam sobie dnia bez tt
mam umysł humanistyczny, kocham język polski i literaturę
czytam jedną książkę za drugą
nie oglądam telewizji
w przyszłości chciałabym iść na medycynę
najchętniej przygarnęłabym wszystkie biedne zwierzątka ze schroniska
moim hobby jest szukanie wifi
uwielbiam cytaty i chyba zrobię o nich notkę
oglądam bardzo dużo ytberów
mam własne zdanie na różne tematy
kiedy byłam mała nie lubiłam bawić się lalkami
moje bff są dla mnie najważniejsze i zrobiłabym dla nich wszystko
chciałabym umieć robić ładne zdjęcia
nie lubię swojego telefonu
najchętniej spędziłabym w łóżku cały dzień
nie cierpię chodzić do szkoły
mam crusha ale niestety nie mam z nim kontaktu, pokłóciliśmy się i koniec znajomości
moje włosy żyją własnym życiem
określiłabym siebie jako realistkę
przyjaciele twierdzą że jestem ambitna i mam poczucie humoru 
uwielbiam spacerki, jesień i kakałko
kocham mieć wolne od szkoły
jestem rannym ptaszkiem
boję się horrorów ale i tak je oglądam
nie lubię świąt i mam nadzieję że miną mi szybko
źle się uczę i chciałabym mieć lepsze oceny
wierzę w karmę
nie mam zbyt dobrych relacji z rodzicami
nie znam się zupełnie na modzie
nie umiem robić ładnych selfie
chcę pomagać innym
zwykle moje zdanie różni się od zdania innych
bff mówią że jestem zbyt skromna i wrażliwa
ciągle się martwię, że narzucam się innych, dlatego jestem uznawana za szarą myszkę
kocham bloggować, chociaż nie mam dużej ilości czytelników
nie mam ograniczeń co do muzyki
mój wiek to moja prywatna sprawa
nie cierpię rysowania i tańczenia
jestem beznadziejna w pocieszaniu ale podobno świetna w motywowaniu
♥♥♥
nie wiem co jeszcze mogłoby was interesować, dlatego przestanę już pisać o sobie. Następna notka nie będzie tak pusta, przynajmniej taką mam nadzieję. Nie mam pojęcia kiedy się pojawi, postaram się ją dodać jak najszybciej. Do zobaczenia!

wtorek, 10 listopada 2015

seriale + na co chciałabym znaleźć czas + piosenki

hello everyone
jak widzicie, mamy już listopad i zrobiło się bardzo zimno. Ja oczywiście musiałam się przeziębić, żeby tradycji stało się zadość. Chodzę po szkole w ciepłych sweterkach, ubieram szalik i czapkę, ale i tak zawsze jestem chora, dziecko szczęścia. Jeśli chodzi o naukę, nie jest najgorzej. Mam w miarę dobre oceny i nadzieję, że będę się uczyć tak jak teraz. Cieszę się jesienią jak mogę. Szczerze mówiąc nie miałam pomysłu na notkę, ale bardzo chciałam ją napisać, typowa ja. Będzie więc trochę nieogarnięta :)
♥♥♥
Ostatnio oszalałam na punkcie oglądania seriali. Muszę coś obejrzeć prawie każdego wieczoru, nigdy jakoś nie ciągnęło mnie do tego, ale teraz jest to dla mnie forma odstresowania się. 
co polecam?
Jeśli chodzi o SERIALE:
Scream Queens - chyba najlepszy serial jaki oglądałam, naprawdę. Oglądam go w internecie, z napisami jest już kilka odcinków (cda.pl). Opowiada o kampusie Kappa Kappa Tau, w którym zaczyna grasować groźny morderca przebrany za czerwonego diabła. Mieszkańcy kampusu muszą dojść do tego, kto stoi za morderstwami, zanim wszyscy zostaną zabici. Serial nie jest straszny, raczej komediowy. Naprawdę polecam!
American Horror Story - amerykański horror, wyszło już kilka sezonów. Murder House (sezon 1) jest o nawiedzonym domu, Asylon o szpitalu psychiatrycznym (sezon 2, moim skromnym zdaniem najlepszy), Sabat (sezon 3)  o czarownicach, Freak Show (sezon 4) o grupie cyrkowców, Hotel (sezon 5) o morderstwach w Los Angeles.
Niestety, ze względu na szkołę i obowiązki mam mało czasu na oglądanie seriali, dlatego oglądam dopiero drugi:( ale obiecuję, że będę informować na bieżąco o następnych fajnych serialach!
♥♥♥
drugą część notki poświęcę na rzeczy, na które chciałabym znaleźć czas, lecz przez naukę tego czasu niestety mi brakuje.
1. Pisanie notek!
Chciałabym pisać tu coś codziennie, ale po napisaniu wypracowań z polskiego, rozkminieniu matmy, przebrnięciu przez zagadnienia z biologii i wkuciu kolejnego czasu z niemieckiego zwyczajnie nie mam siły na produkowanie się. Marzę tylko o kakałku, kocyku, oglądnięciu serialu i pójściu spać. Mam nadzieję, że ci, którzy mnie czytają, będą odwiedzać bloga mimo to, bo naprawdę staram się poświęcać wam wolne chwile.
2. Czytanie książek!
Książki to moje życie, uwielbiam literaturę, mogę siedzieć w bibliotece cały dzień i spędzić 24h czytając. No niestety, chciałoby się, ale szkoła nie poczeka. Książki zepchnięte są na daleki plan, chociaż nie rezygnuję z nich całkowicie (co to, to nie!). Uważam, że są pożyteczne i nie wyobrażam sobie bez nich życia.
3. Spotkania z bff!
Moje przyjaciółki niestety nie chodzą do mojej szkoły i bardzo mi ich brakuje. Chciałabym się spotykać z nimi jak najczęściej, lecz codziennie mam zajęcia dodatkowe i nie mam jak :( straszliwie za nimi tęsknię, bo smsy to nie to samo co rozmowa na żywo. Mega bym chciała je przytulić i pogadać, bo są dla mnie najważniejsze.
4. Spacery!
Kocham jesienne spacerki wśród kolorowych liści, o czym wspominałam w ostatniej notce. Najchętniej chodziłabym alejkami parkowymi dzień w dzień, muszę się jednak zadowolić kursowaniem do i ze szkoły oraz do i z zajęć pozalekcyjnych. Życie jest niesprawiedliwe, bu.
5. Oglądanie seriali!
Seriale są życiem, odkryłam ich magię niedawno, teraz ciągle chcę je oglądać, chyba się uzależniłam, haha. Przeżywanie sytuacji razem z bohaterami, shippowanie, snucie teorii... kto tego nie lubi? Czekam na jakiekolwiek dłuższe wolne aby zrobić sobie maraton serialowy.
♥♥♥
Mam wam kilka piosenek do polecenia i tymże miłym akcentem zakończę dzisiejszą notkę. 
Tak więc do następnej notki, trzymiejcie się!

środa, 28 października 2015

Nieśmiałość - uciążliwa, ale do pokonania

Witajcie kochani!
Nadchodzi listopad. Nie, nie obchodzę Halloween, nie przebieram się za dynię, nie chodzę po domach krzycząc cukierek albo psikus. Listopad to miesiąc mojej ukochanej jesieni, chcę napawać się jej pięknem, liśćmi. W listopadzie - dokladniej 11 - będę uczestniczyć w święcie niepodległości. No cóż, może i jestem nudna, ale właśnie taka jest moja natura; nie zamierzam się zmieniać. Chyba każdego posta będę pisać ok. 23/24, to już się staje moim nawykiem haha. Tematem dzisiejszej notki będzie nieśmiałość.
♥♥♥
Nieśmiałość to cecha charakteru, dla jednych pozytywna i urocza, dla drugich negatywna i okropna. Dla mnie raczej to drugie. Ludzie, którzy myślą że nieśmiałe osoby są kochane, zwykle tej cechy nie posiadają. Ja, niestety, mam jej aż nadto. Gdyby zobaczyli to moi znajomi, pewnie spytaliby "jak to?! niemożliwe, ona nie jest, nie jest nieśmiała!". Przyjaciele ze śmiechem stwierdziliby, że jestem okropnie wstydliwa. Taka jest różnica pomiędzy ludźmi. Znajomi i tak będą uważać, że znają mnie lepiej niż bff, no ale tym nie warto się przejmować i zawsze będę tak twierdzić. 
Czym objawia się u mnie nieśmiałość? Chcę się wtopić w tłum, nie lubię być w centrum uwagi, nie noszę jaskrawych rzeczy, nie chodzę na dyskoteki, kiedy ktoś coś do mnie mówi, czerwienię się i jąkam, nie chcę nikomu wchodzić w drogę, idąc gdziekolwiek wbijam wzrok w ziemię i się garbię, nie chce być zauważana. Brzmi znajomo? obco? dziwnie? Cóż, ja nauczyłam się żyć z tą wadą. Próbuję ją małymi kroczkami pokonać. Staram się zagadywać do ludzi, nie chcę być przecież aspołeczna. Mimo wszystko źle czuję się w większej grupie osób/klasie. Wolałabym w końcu zostać z przyjaciółką bądź sama, z książką i herbatą. Nie lubię także wyrażać własnych opinii, tak odmiennych od rówieśników. Różnię się od nich bardzo, słucham innej muzyki, mam inne poglądy, zainteresowania, upodobania. Uważam że ich odrzucam w jakiś sposób. Koniec końców nie chcę zostać sama jak palec, nie chcę zrażać do siebie ludzi. Pragnę akceptacji. No ale jak? Blog bardzo mi w tym pomógł. W każdym poście mówię o czymś, wyrażam własne zdanie, nie boję się tego robić ponieważ jestem anonimowa. Dzięki temu przełamałam się troszkę, a jak to mowią trening czyni mistrza. Pokochałam pisanie, ono mnie odpręża, jest odskocznią. Odbiegam od tematu. Kolejnym minusem nieśmiałości jest ten, że nie umiem domagać się o coś, nie umiem np. uzasadnić komuś że mam rację, że jest mi winny 2 złote, że pożyczył ode mnie długopis i nie oddał. Zagryzam wargi i stwierdzam, że przecież to nic takiego, lepiej się nie odzywać. Okropnie mnie to denerwuję, ale nie potrafię inaczej. Okej, przybliżyłam wam temat nieśmiałości. Mam nadzieję, że teraz wiecie o co mi chodzi i co przeżywam.
jak pokonać nieśmiałość?
1. Staraj się częściej uśmiechać, rozmawiać z kolegami
2. Pytaj o pożyczenie gumki, notatki z jakiegoś przedmiotu
3. Załóż pamiętnik albo blog, gdzie będziesz zapisywać uczucia i zdania na dane tematy
4. Zapisz się na kółka zainteresowań, które pomogą ci znaleźć ludzi podobnych do ciebie 
5. Zawsze dąż do celu, trenuj silną wolę
6. Oddychaj głęboko 
7. Przed ważną dla ciebie rozmową przećwicz ją lub zapisz na kartce
8. Zaakceptuj się, zrób listę marzeń i dąż do ich zrealizowania
9. Nie wolno ci się izolować, nawet jeśli nie chcesz mówić, słuchaj innych
10. Stopniowo włączaj się do dyskusji
11. Odprężaj się, relaksuj jak najczęściej
12. Nigdy, nigdy się nie poddawaj!
♥♥♥
Na tym zakończę moją notkę. Może nie jest zbyt długa ani odkrywcza, ale z pewnością szczera. Mam nadzieję że komuś tym pomogę, nawet jeśli jest to jedna osoba, która odczyta to za miliony lat świetlnych. Nie muszę chyba nic dodawać :) przygotujmy się na listopad, ostatni jesienny miesiąc i spędźmy go jak najlepiej. Kocham was!

czwartek, 22 października 2015

Jesień - najpiękniejsza pora roku

Cześć wszystkim!
Dopiero zaczynał się październik, jesień, a tu już zbliża się listopad! Nie mogę uwierzyć, że czas leci tak szybko. Chciałam was poinformować, że u mnie wszystko jest w porządku a w maju pojadę na cztery dni do Czech ^^ nawet sobie nie wyobrażacie, jak się cieszę. 
Dzisiejsza notka będzie o jesieni, która ogarnęła Polskę swoim płaszczem z kolorowych liści. Bez zbędnego paplania, zapraszam do przeczytania (jaki rym, huhu)
♥♥♥
Jesień to moja ulubiona pora roku. Dlaczego? Jest bardzo dużo powodów. Moim zdaniem, przepiękny krajobraz bije na głowę białą zimę i słoneczne lato. Spadają różnobarwne liście, można nimi "szurać", zbierać bukiety, robić im zdjęcia. Idąc aleją parkową czuję się jakbym była w niebie; słońce oświetla nagie drzewa i nasyca brąz, żółć, czerwień, pomarańcz. W końcu możemy odetchnąć pełną piersią, wciągać do płuc rześkie jesienne powietrze i podczas długich spacerów oddać się rozmyślaniom dotyczącym naszego życia. Jesienią pada dużo deszczu (a ja kocham deszcz!). Jest coś milszego od zasypiania przy akompaniamencie cichego deszczu bębniącego rytmicznie o szyby? Od spacerowania w kolorowych kaloszach, płaszczu przeciwdeszczowym, z parasolką w ręku? Od skakania po kałużach jak małe dziecko? Według mnie, nie. Jesienią szybciej zapada zmrok. W pewnym sensie jest to wada, ponieważ zużywamy więcej prądu, a rodzice boją się puszczać nas gdziekolwiek, gdy jest ciemno. Ale uwielbiam wieczory, gdy leżę zawinięta w miękki kocyk, z kubkiem kakao w ręce i czytam książkę bądź piszę dla was notkę. Takie popołudnia mają w sobie coś pięknego; w końcu mamy czas na naukę, rozmowę z rodziną, nadrobienie zaległości w czytaniu książek, słuchaniu muzyki czy po prostu na napicie się czegoś ciepłego i zrelaksowanie się po dniu pełnym nauki. Gdy wracam ze szkoły, lubię zabierać psa babci czy młodszą siostrę do parku, szukać wiewiórek i rzucać im orzechy. Wiem, jak to cieszy moją małą siostrę, jeśli brązowe zwierzątko weźmie od niej jedzenie i szybko zacznie się wspinać po drzewie. Zawsze jest bardzo dumna, że udało się jej wypatrzeć wiewiórkę i nakarmić ją. Kiedy mam więcej czasu, jeżdżę z dziadkami do lasu. Oni ubóstwiają zbierać grzyby i zawsze są zadowoleni z mojej pomocy. Wiadomo, są to ludzie starsi, którzy już nie najlepiej widzą i nie lubią się schylać. Myślę, że moim obowiązkiem jest dopilnować, aby takie wycieczki były dla nich czystą przyjemnością i wrócili do domu z koszykiem grzybów. Razem z mamą zawsze robię konfitury. Jest to swego rodzaju tradycja; co roku zaklepujemy sobie miejsce w kuchni i robimy zapasy na zimę. Zawsze wtedy możemy ze sobą porozmawiać i się pośmiać (przecież w ciągu roku szkolnego brakuje nam czasu). Kolejną ogromną zaletą jesieni są świetne ubrania. Do łask wracają słodkie, ciepłe swetry, kominy, rękawiczki, płaszcze, świetne buty. Nareszcie mogę założyć swoje glany i ulubioną grubą bluzę. Kocham ubierać się na cebulkę, jesień jest pretekstem do tego, że w końcu muszę zrobić jakieś zakupy, żebym miała w czym chodzić. Szaleję na punkcie jesiennej mody, stonowanych kolorów, nowych kolekcji w sklepach... mogę cały dzień buszować między regałami. Przy okazji, kupiłam niedawno przepiękną za dużą czarną bluzę i rodzice śmieją się że do mnie przyrosła - jest to poniekąd prawda, żal mi ją zdejmować. Jesień to także czas porządków: sprzątam, gdzie się da, w pokoju, szafach, domu, biurku. Nawet nie wiecie, ile wtedy znajduję rzeczy. Wieczorami uwielbiam zapalać świeczki, według mnie pachną najlepiej właśnie w tą porę roku. Otwieram album ze zdjęciami, wspominam, oddaję się w pełni melancholijnemu nastrojowi. Mam okazję do zastanowienia się nad swoim życiem, postępowaniem, tym co się zmieniło, nad dalszym rozwojem. Podejmuję wiele ważnych decyzji, w przyjaźni, miłości, karierze. Wszystko mogę dokładnie przemyśleć. W takie długie wieczory zwykle nudzi się moja młodsza siostra - wreszcie mogę więc cofnąć się do czasów gdy byłam mała, pooglądać z nią kreskówki, pozbierać kasztany i robić z nich figurki. Swoją drogą, nieważne ile mam lat, zawszę będę przeszczęśliwa kiedy znajdę kasztana.
♥♥♥
Mam nadzieję, że dzięki tej notce przekonałam was choć trochę do jesieni. Sami zauważcie jej piękno, wykorzystajcie to co robię ja. Pamiętajcie, aby skorzystać z niej jak najlepiej, bo następna okazja będzie dopiero za rok. Nie wpadajcie w jesienną depresję! ;)

Zapomniałabym! Mam dla was nową super piosenkę:
Perfect two - Auburn

Kocham was!

niedziela, 11 października 2015

kilka słów o związkach, czyli rady zakochanej niedorajdy

Heeeejka naklejka!
Szczerze mówiąc, mam tak dużo nauki, że ledwo stoję na nogach (bądź też siedzę na krześle). Zostałam poproszona na swoim asku przez anonimową czytelniczkę bądź czytelnika (swoją drogą, jeśli to czytasz misiu, to gorąco pozdrawiam, nawet nie wiesz jak się cieszę że czytasz moje posty, jesteś dla mnie motywacją, kocham cię!!!) o napisanie notki na temat młodzieńczej miłości. Temat bardzo szeroki, ale spróbuję się wypowiedzieć.
♥♥♥
Miłość dotyczy każdego z nas, ponieważ każdy kocha. Jest to uczucie którego doznajemy od małego. W jednej z moich ulubionych piosenek jest cytat "nikt nie chce kochać, wszyscy kochać boją się, a każdy chce być kochany...". W sumie, ostatnio zaczęłam zastanawiać się czy to prawda. Myślę, że ludzie chcą kochać, a obawiają się odtrącenia przez drugiego człowieka. I tak, to prawda, że każdy potrzebuje miłości. Jak wody, ognia, powietrza (naleśników, własnej łazienki i biletu na koncert idola). Młodzieńcza miłość... praktycznie każdy przechodził ten stan. Motylki w brzuchu, rumieńce na policzkach, ukradkowe spojrzenia, gęsia skórka - objawy zakochania się. Nie chcę przytaczać samej teorii więc wyjaśnię jak to jest ze mną. Jestem od trzech lat zakochana w chłopaku który mnie nie lubi, jeśli nawet nie nienawidzi. Żeby było jasne, od początku chyba nie pałał do mnie sympatią, ja wręcz przeciwnie. Imponuje mi, jest naprawdę świetny, sama nie wiem. W każdym razie zero szans na związek. Zawsze jak go widzę, czuję jakby szturchnięcie w brzuch, momentalnie odwracam wzrok i robi mi się zimno. Przez pewien jednak okres czasu byliśmy naprawdę blisko siebie i byliśmy parą. Serio. Z nienawiści do miłości, z miłości do nienawiści. Jak to jest w związku? Zależy od osoby. Uważam, że para powinna się nawzajem wspierać, ufać sobie, pomagać, jak najczęściej rozmawiać. Nie możemy być do niczego przymuszani. Miłość ma być bezwarunkowa, silna, stała. Ale każdy ma inne ideały i w zupełności to rozumiem. Jednym z powiedzmy "podpunktów" w temacie miłości jest:
jak zakochac w sobie chłopaka?
Szczerze mówiąc nie wiem. Ogólniki, takie jak nowe ciuchy, zaproszenia na imprezy, urocze uśmiechy, zaproszenie na fb, stały kontakt, można przeczytać w każdej gazecie młodzieżowej. Moje sposoby były troszkę inne. Nie zaczęłam ubierać się inaczej, nakładać 10 kg tapety na twarz czy flirtować. To nie jest w moim stylu i po prostu tego nie potrafię. Za to zaczęłam mówić mu nieco głośniej cześć. Dowiedziałam się, że interesuje go gra na gitarze, seria o Igrzyskach Śmierci i kiedy był w pobliżu, zaczynałam o tym mówić. Peszy mnie patrzenie ludziom w oczy, dlatego nie puszczałam mu oczek czy nie przygryzałam warg (uważam to za idiotyczne no ale). Próbowałam więc zaczynać z nim rozmowę - żeby było jasne, nie przez smsy, ale w realu. Nie byłam na tyle śmiała aby zaprosić go do kawiarni, musiały mi wystarczyć przerwy w szkole. Jestem (na szczęście) osobą oczytaną i szybko znaleźliśmy wspólne tematy do rozmowy. Po niedługim czasie zaczęłam mu naprawdę ufać i powierzałam mu sekrety, troski. Chyba przez to wyczuł że nie traktuję go wyłącznie jak kolegę. Nie chciałam, żeby pokochał mnie za wygląd, tylko za charakter. Zapisaliśmy się na to samo kółko, zawsze odprowadzał mnie po nim do domu. Zaczęliśmy w końcu rozmawiać na skype. Pod koniec roku była wycieczka szkolna... spędziliśmy ten dzień razem i chyba cała klasa zaczęła mówić że się w sobie zakochaliśmy. I to była prawda.
Jak mu o tym powiedziałam?
 aż do dziś jest mi trochę wstyd. Nie wiedziałam, jak mu to przekazać. Poprosiłam jego kuzynkę żeby delikatnie dała mu do zrozumienia że go kocham. Koniec końców okazało się, że kuzynka powiedziała że jakaś dziewczyna się w nim zakochała. Wtedy przestraszyłam się że może pomysleć o kimś innym. Podrzuciłam mu karteczkę z napisem kocham cię. Znał moje pismo. Jednak wiedziałam o nim zbyt dużo i zdawałam sobie sprawę ze głupia karteczka nie wystarczy. Pech chciał, że karteczkę przeczytał jego kolega z ławki i powiedział to chłopakom w szatni. Mój crush stwierdził, że "ta osoba" musi mu to powiedzieć prosto w oczy i w gruncie rzeczy go rozumiałam. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Gdy był z kolegami na podwórku, podeszłam do niego, powiedziałam "kocham cię" i uciekłam. Pobiegł za mną, powiedział że odwzajemnia to uczucie i zostaliśmy parą.
Jak to jest w związku?
Według mnie - cudownie. Poczynając od słodkich smsów na dzień dobry i dobranoc. Przytulasów i całusów. Wspólnego słuchania muzyki. Codziennych czułości, rozmów, żartów. Przeświadczenie, że ktoś cię kocha, adoruje, jesteś dla kogoś numerem jeden jest prześwietne! Zawsze potrzebowałam kogoś kto podzieli moje smutki i radości, komu będę ufała w stu procentach, z kim zawsze będę mogła porozmawiać. Był dla mnie najważniejszy. Wskakiwałam mu na plecy, łaskotał mnie, chodziliśmy za rękę i śmialiśmy się z głupich filmików które wspólnie nagrywaliśmy. Ważne w związku jest to, abyśmy niczego nie ukrywali przed drugą połówką, poświęcali jej dużo uwagi, spędzali z nią wolny czas i jawnie wyrażali/mówili o swoich uczuciach. Należy jednak pamiętać o jednej sprawie (!!!!!!!!!). Nie wolno, nie wolno i jeszcze raz nie wolno olewać przy tym innych przyjaciół. To nie jest tak, że chłopak zastąpi ci wszystkich. Z najlepszą przyjaciółką musisz spędzac tyle samo czasu co z ukochanym. Pamiętaj, kto był, gdy nie było niego.
♥♥♥
Nie mam pojęcia, co jeszcze mogłabym opisać, ponieważ nie chcę się wypowiadać w tematach o których nie mam zielonego pojęcia. Pisałam tą notkę tak od serca więc nie każdemu mogą się spodobać moje porady i przemyślenia, ale jak zwykle bardzo się starałam. Pamiętajcie, że nawet jeśli chłopak was nie pokocha, nie możecie rozpaczać i utwierdzać się w przekonaniu że jesteście okropni i to z wami jest coś nie tak. Po prostu zabrakło chemii. Macie jeszcze czas na związek. Na pewno znajdziecie kiedyś świetną osobę, która pokocha was z wzajemnością i ułożycie sobie z nią życie. Tyle z mojej strony i... pamiętajcie że ja was bardzo mocno kocham!!!

poniedziałek, 28 września 2015

odsłaniam cząstkę mojej duszy...

Witam!
Jak wiecie, bardzo nie lubię zaniedbywać bloga, więc staram się zagospodarowywać trochę czasu na pisanie notek. Najchętniej pisałabym je codziennie, ale mam bardzo dużo obowiązków i muszę odmawiać sobie takich przyjemności. Na początku chcę wam polecić super duper piosenkę, która jest przepiękna i myślę że każdy słyszał ją chociaż kilka razy w życiu.
Nie ukrywam, że to moja ulubiona piosenka tego zespołu. Daje dużo do myślenia i kojarzy mi się z pewnym przyjacielem. Wiem, to brzmi tajemniczo więc wyjaśnię: ten przyjaciel był (i w sumie jest) mi bardzo bliski, ale coś się między nami popsuło i aktualnie nie mam z nim kontaktu, lecz okropnie tęsknię. Specjalnie dla mnie nauczył się grać tą piosenkę na gitarze, może dlatego tak lubię ten utwór. Osoba o której mowa nigdy nie wejdzie na tego bloga, chyba że stanie się cud i kiedyś się do mnie odezwie i naprawimy relacje, ale to raczej niemożliwe. Mimo wszystko to jemu dedykuję "Długość dźwięku samotności". Oki, rozumiem, raczej nie interesują was moje smutne przeżycia dlatego skończmy ten jakże bolesny dla mnie temat. 
Szczerze mówiąc miałam całkowicie improwizować w tej notce, ale wpadł mi do głowy pomysł dnia. Ci którzy mnie znają pewnie w tym momencie uciekliby z krzykiem, bo zwykle moje pomysły źle się kończą, haha. Żeby nie przedłużać: podlinkuję wam piosenkami które w jakiś sposób są dla mnie ważne i jestem z nimi związana, wyjaśnię, dlaczego. Pierwszy numer mamy już za sobą. Czas na następny.
*bierze głęboki wdech* Ta piosenka jest zadedykowana mojej dobrej koleżance, która męczyła nią mnie, dopóki jej nie pokochałam, dopóki nie poznałam każdego dźwięku. Słuchała jej non stop po rozstaniu z chłopakiem. Jest bardzo wrażliwa, bardzo to przeżyła. Martwiłam się o nią więc wspólnie śpiewałyśmy "Na zawsze i na wieczność", pozwalałam się jej wypłakać, przytulałam i zapewniałam że wszystko będzie dobrze. Istotnie, wszystko skończyło się happy endem, ponieważ w końcu znalazła kogoś, kto ją pokochał. I jest z nim do teraz. Swoją drogą, urocza z nich parka. Myślę że nie ma co przeciągać, kolej na...
Piosenka która porywa do tańca, zna ją chyba każdy. Nic dziwnego, że to właśnie ona stała się hitem obozu, na który pojechałam kilka lat temu. Nuciliśmy ją w czasie wolnym, na zajęciach, przed snem, na zaprawie porannej, przy obiedzie, pod prysznicem, w autobusie. Wymyślaliśmy własne przeróbki, jeden uczestnik nauczył się ją grać na gitarze. Jeśli ktoś zapytałby mnie, co kojarzy mi się z tamtym obozem, bez wahania odpowiedziałabym "Lubiła tańczyć!". 
W tym roku pojechałam na tydzień do Włoch razem z wujostwem. Okazało się, że wujek uwielbia IRĘ, nic więc dziwnego, że w samochodzie w kółko słuchaliśmy tych samych płyt. Najbardziej utkwiła mi w głowie ta piosenka. Fałszowaliśmy w drodze na lotnisko czy do restauracji. Świetnie się bawiłam w ich towarzystwie, za każdym razem głośniej śpiewałam ten utwór. Wujek był zachwycony faktem że ktoś lubi jego gust muzyczny. Włosi dziwnie się na nas patrzyli kiedy dawaliśmy popis na ulicy, ale śmiechu było co nie miara. Jejku, jak miło tak powspominać!
Jest pierwsza na liście ulubionych w moim telefonie. Kiedy się zakochałam, ciągle jej słuchałam. Mój wybranek świetnie pasował do tej piosenki. Wiedziałam, że szanse na związek były marne, ale nie mogłam się powstrzymać przed ubieraniem słuchawek i śpiewaniem jej całymi godzinami, marząc o chłopaku. Najchętniej bym mu ją wtedy zaśpiewała, ale jestem zbyt nieśmiała, niestety. Ta piosenka celnie oddawała moje uczucia, dlatego od razu ściągnęłam ją na telefon i nauczyłam się tekstu na pamięć. Zresztą, zawsze kiedy nie umiem czegoś wyrazić swoimi słowami, słucham piosenek, które robią to za mnie. "Sacrum" to taka moja mała część, którą poświęciłam dla ukochanego.
♥♥♥
to jest kilka takich piosenek, które bardzo kocham. nie napisałam wszystkich, tylko te z którymi mam jakieś wspomnienia. Mam nadzieję że napiszę kolejną notkę jak najszybciej. Bardzo was kocham xoxo

środa, 23 września 2015

Szkoła nie musi być piekłem na ziemi...

Hejka
Na początku muszę was przeprosić za brak notek, które spowodowane były powrotem do szkoły. Nauczyciele niestety od razu zaczęli kłaść ogromny nacisk na naukę, więc nie miałam czasu na posty i blog został zaniedbany na niecały miesiąc. Bardzo mi przykro z tego powodu ale nie mogłam postąpić inaczej. No, ale przejdźmy do tematu głównego.
♥♥♥
Od pierwszego tygodnia, ba, pierwszego dnia szkoły słyszę tylko "mam dość" "szkoła dopiero się zaczęła a ja już czuję się jak po stu latach pracy w kamieniołomach" "nienawidzę nauki" "szkoła zepsuła mi życie" "chyba się zabiję" itp. Wiecie co? Mam serdecznie dosyć waszego narzekania. Halo, ludzie, wszyscy rozumieją, że szkoła to nie przelewki, ciągły stres, sprawdziany i góry pracy domowej. Ale naprawdę wolicie siedzieć cały czas w domu, zalegać przed telewizorem z chipsami i nic nie robić? Nie chcecie być wykształconymi, mądrymi ludźmi, tylko debilami? Popatrzcie na to z innej strony. Chodzicie do lekarzy. Lekarze też kiedyś byli dziećmi, nawet jeśli były to czasy gdy dinozaury chodziły po ziemi. Gdyby nie oni, niektórzy z nas już by nie żyli. Ale zanim stali się lekarzami, chodzili do szkoły. Przeżywali dokładnie to samo co my. Kartkówki, wypracowania, odpytywanie przy tablicy. Widzicie sami, na kogo wyrośli. Na porządnych, inteligentnych ludzi którzy ratują nasze życie. My jesteśmy przyszłością, nadzieją narodu. Może brzmi to okropnie podniośle i nudno, ale taka prawda. Kolejny plus a zarazem minus: ludzie. Na twitterze, ktory jest nieodłączną częścią mojego życia ciągle czytam "omg ta laska jest koszmarna" "nienawidzę mojej klasy!!" w szkole nie ma ani jednej fajnej osoby". Takie myślenie jest okropne i popełniacie ogromny błąd, oceniając wszystkich z góry. Są okropni? Czyżby? I nie mówisz tak tylko dlatego, że masz gorszy dzień, wstałeś bardzo wcześnie i musisz siedzieć cały dzień z nosem w książkach? Rozejrzyj się. Po klasie, po szkole. Widzisz twarze, ubrania, buty, włosy, oczy. Duszy nie widzisz. Pierwsze wrażenie jest często mylne. A gdybyś pierwsza się uśmiechnęła, powiedziała "cześć", wyciągnęła rękę? Korona ci z głowy nie spadnie. Nie umrzesz od tego. I nie oczekuj, że od razu staniesz się czyimś przyjacielem na wieki. Zyskasz znajomego, kumpla, zyskasz sympatię i przychylność. Na pewno w twojej klasie jest choć jedna osoba do której chciałabyś zagadać. Zrób to, bo będziesz żałować. Ja też na początku myślałam że moja klasa jest koszmarna, ale podeszłam do kilku osób, przywitałam się, zawsze jestem życzliwa i otwarta. Przez to mam koleżanki i kolegów. Nie mówię, że masz od razu pokochać całą klasę, ale nie rezygnuj z szansy na przyjaźń, proszę. Szkoła jest także miejscem, gdzie widujemy naszych crushów. No bo, proszę was, kto nigdy nie kochał się w jakimś przystojniaku ze szkoły? Możecie go podglądać do woli. Przyznajcie się też - sami przecież nie chcecie czynić ze szkoły piekła, raczej przeobrazić ją w przyjazne miejsce. Nie bójcie się tego robić. Nie bójcie się być sobą. Nie bójcie się zdobywać wiedzy. Nie bójcie się ludzi. Nie bójcie się szkoły. Nie bójcie się życia.
♥♥♥
Cóż, mam nadzieję że weźmiecie sobie to do serca. Chcę żebyście byli szczęśliwi i zaczęli czerpać korzyści z chodzenia do szkoły. Trzymam za was kciuki i mocno kocham!

czwartek, 27 sierpnia 2015

It's just me

Cześć
Dziś uświadomiłam sobie, że piszę dla was notki, rozpisuję się, wygłaszam własne zdanie, ale... tak naprawdę w ogóle mnie nie znacie. Wiem że to brzmi głupio, no ale chciałabym wam opowiedzieć więcej o sobie.
♥♥♥
Urodziłam się w małym, serio małym miasteczku w którym mieszkam do teraz i bardzo mocno kocham. Chodzę do gimnazjum które jest najzwyklejszym gimnazjum, takim jak wasze. Ludzie są fałszywi, prawdziwi, dobrzy, źli, mili, niemili. Czyli w sumie normalka. Mam swoich przyjaciół, w tym jedną twitterową przyjaciółkę, i wszystkich kocham tak samo mocno. Moją pasją jest śpiew i ZHP, chodzę też do szkoły muzycznej, gdzie gram na pewnym bardzo skomplikowanym instrumencie, a od początku roku szkolnego dojdzie mi drugi: fortepian. Jestem w fandomach Loves, Swifties, Potterheads i Muchonator. Cóż, to tak w wielkim skrócie o moim życiu. Teraz kilka błahostek o mnie: szaleję na punkcie jogurtów i mojego crusha. Kocham koty i psy. Ciągle czytam cytaty i obwiesiłabym nimi cały dom. W (niedalekiej) przyszłości chcę wziąć ślub z łóżkiem i lodówką. Zamierzam od września się dobrze uczyć (hahaha jasne). W wolnych chwilach czytam książki, oglądam filmy, słucham muzyki, jem. Moje ulubione imię damskie to Marysia a męskie Michał. Nie cierpię sportu i plastyki. Mam umysł humanistyczny i marzycielską duszę. Przychodzi mi tysiące pomysłów na minutę. Jestem dosyć niska i noszę okulary. Moje dłonie są okropne. Nie obchodzi mnie zdanie innych. Jestem wrażliwa, wesoła i nieciekawa. Nie znam się na modzie. Staram się być silna. Posiadam stary spracowany telefon. Mieszkam w domu i ogólnie jest nas 10 osób (nie polecam). Dzielę pokój z młodszą siostrą. Uwielbiam fast-foody i krzyżówki. 
♥♥♥
Moje ulubione ubrania (nie osądzajcie mnie za gust błagam)
♥♥♥
 Moje ulubione piosenki
 A Rocket To The Moon - Ever Enough  (tak, tą już kiedyś wam pokazywałam)
Amfa - Czytam, Liczę, Piszę (tę też już kiedyś wam prezentowałam)
Do wszystkich tych piosenek mam mega sentyment, niektóre kojarzą mi się z konkretnymi osobami, po prostu je uwielbiam. 
♥♥♥
Moje fav obrazki z internetu (konkretniej z mojego We Heart It i Tumblra ale shhh)


 ♥♥♥
Mam nadzieję że podczas czytania tej notki nie zasnęliście, a nawet jeśli zasnęliście to życzę miłych snów (wiem, że śpiąc tego nie przeczytacie ale shh). Wierzcie mi albo nie, lecz była to jedna z najbardziej pracochłonnych notek. Nie jest łatwo pisać o sobie. Myślę, że lepiej mnie poznaliście. Dziękuję za poświęcony mi czas! Kocham was!

wtorek, 18 sierpnia 2015

Bądź inny. Bądź wyjątkowy. Bądź sobą!

Hejka!
U mnie nic się nie zmieniło, jak co dzień słucham muzyki, sms-uję/spotykam się z koleżankami. Wstaję o równych porach, czytam książki, jem także o ustalonych godzinach. Ostatnie dni - czyli sielanka wakacyjna - mijają identycznie. Dziś rano wstając z łóżka pomyślałam sobie: "A może by tak... zrobić coś całkiem, całkiem innego? szalonego? odmiennego? dziwnego?". Wstałam prawą nogą, więc stwierdziłam że to śliczny dzień na przejażdżkę rowerową. Jak zwykle do parku...? To takie nudne, jeżdżę tylko tam. Wskoczyłam więc na rower, wybrałam pierwszą lepszą dróżkę i zaczęłam głośno śpiewać. Kilka osób, które akurat szło tamtą drogą, popatrzyło się na mnie ze zdumieniem. Odpowiedziałam na to szerokim uśmiechem. Nie ubrałam się ładnie, nie ułożyłam włosów w coś, co chociaż przypominałoby fryzurę. No i ten śpiew - kto normalny śpiewa na ulicy? Właśnie. A czy to jest zabronione? Nie. Po prostu, boimy się społeczeństwa, ich reakcji, tego, że nazwą nas dziwnymi. Tak naprawdę nikt nie ma prawa nas oceniać. To co robimy jest wyłącznie naszą sprawą. Ja pomimo swojego wieku uwielbiam bajki, śpię z pluszakami i dałabym się pokroić za kucyka pony. Znajomi mogą się ze mnie śmiać, obgadywać mnie, potępiać, krzywo patrzeć. Ale dlaczego ja miałabym się tym przejmować? Dlaczego miałabym się dostosowywać do kogoś? Nadal jestem dzieckiem i nikt nie zabroni mi się bawić. Kiedyś moja koleżanka stwierdziła, że nie ubieram się modnie, trochę dziecinnie, według niej powinnam zmienić styl. A przecież mi się podoba. Jasne, podziękowałam jej za szczerą rozmowę i odpowiedziałam, że w takich ubraniach czuję się dobrze. Owszem, może jej się to nie podobać, ale to przecież nie mój problem. Jeśli przejmowałabym się opiniami innych, to na pewno nie byłabym ani w jednej tysięcznej sobą. Ja nie chcę rezygnować z moich nawyków, zabaw, ubrań, marzeń. Jestem sobą, czy się to komuś podoba czy nie. Nikt nie będzie za mnie decydował, bo nikt za mnie nie umrze. Nie zamierzam być nieszczęśliwa przez czyjeś widzimisię. I nie twierdzę, że nie jestem inna. Ok, odstaję, różnię się. Ale każdy człowiek jest wyjątkowy, jego odmienność jest piękna, atrakcyjna, pociągająca. Czemu od razu ludzie próbują zniszczyć oryginalność, podcinają skrzydła? Każdy ma swoją wolę i nie powinien jej zmieniać. Niestety, przez zachwianą pewność siebie ludzie chcą wtopić się w tłum. Paniczny lęk przed byciem odrzuconym powoduje to, że znika nietypowość. Jeśli lubisz spodnie dzwony - noś je. Twoją pasją jest gra na instrumencie - rozwijaj ją. Kochasz stare filmy - oglądaj je. I nie patrz na to, że komuś się to nie spodoba. Ludzie będą się z nas nabijać, ale w końcu się tym zanudzą. Jeżeli ich gadanie nie przyniesie efektów, przestaną zwracać na to uwagę. Prawdziwi przyjaciele zostaną do końca, będą stali murem za tobą. Nie zerwą kontaktów przez twoją osobliwość. To właśnie twój urok, to właśnie TY! I musisz o tym pamiętać, wziąć sobie to do serca. W każdym razie trzymam za ciebie kciuki, słonko. Żebyś był nadal tym charakterystycznym człowiekiem z pasjami, pomysłami, nawykami. Żebyś przez głupie docinki nie przestał być sobą. Kocham cię i myślę o tobie, gdziekolwiek jesteś i kimkolwiek jesteś. Uśmiechnij się! =D

piątek, 14 sierpnia 2015

Noc - cudowna pora

Dobry wieczór!
Korzystając z ostatnich tygodni wakacji, chcę jak najczęściej wstawiać posty. Wiadomo, że w pierwszych miesiącach będę musiała się bardzo przyłożyć do nauki. Naprawdę chcę być dobrą uczennicą i dostawać świetne oceny. W przyszłości chciałabym iść na medycynę, dlatego muszę dużo czasu poświęcać nauce. Ale nadal trwają wakacje, to nie pora na wywody o szkole.
Nie wiedziałam, o czym napisać notkę. Miałam jakieś gorsze dni chyba. Jest teraz 23:00 i jak zwykle będę siedzieć do późna w nocy. Albo w ogóle nie zasnę, już się do tego przyzwyczaiłam. Uwielbiam noc, jest taka piękna, ciemna, tajemnicza. Dużo bardziej wolę ją od dnia. Czasami nawet biorę książkę, latarkę i śpiwór i śpię na balkonie, bo nie ma lepszego uczucia od tego, kiedy zasypia się nad gwiazdami. W nocy jest zwykle cisza. Mroczna, cudna głucha cisza. To czas, kiedy możesz pomyśleć nad sobą, minionym dniem, zrelaksować się, odpocząć, nabrać sił. Ja kocham wejść pod ciepłą kołderkę (pod którą nie ma tych irytujących robali które wlatują do pokoju kiedy uchylisz okno na milimetr!) razem z pyszną herbatą, słuchawkami na uszach i dobrą lekturą. Albo pisać wtedy bloga lub pamiętnik. Czytać wiersze. Oglądać filmy. Myśleć nad różnymi sprawami. Przygotowywać plan następnego dnia. Sprzątać pokój. Uwielbiam to uczucie kiedy patrząc w gwiazdy wiem, że teraz patrzą się w nie miliony osób na całym świecie. Może idolka właśnie w tej chwili ogląda ten sam księżyc co ja? Niebo jest takie nieodgadnione, czarne, ale w pewien dziwny sposób jednoczy ludzi.  Nie wiem, co bym zrobiła bez nocy, nie wyobrażam sobie bez niej życia. Nocą mogę być sobą, płakać do woli, cieszyć się do woli, myśleć do woli. Noc wiele razy mnie też uratowała. Kiedy nie miałam na coś czasu, ona dała mi cudowny zapas kilku godzin. Nie nauczyłam się na sprawdzian? kułam do niego w nocy. Zostało mi kilka odcinków serialu? oglądnęłam go po zmroku. Gdy zarywam nockę, obserwuję z zapartym tchem, jak świta, na niebo powracają kolory, miasto budzi się do życia, zaczynają kursować samochody, autobusy, znowu zgiełk... to niesamowite, jak z tak spokojnej pory robi się głośny, jasny dzień. To trochę jak z wiosną - pokryty śniegiem, cichy świat pogrążony w sennych marzeniach nagle zielenieje, zwierzęta budzą się, zaczyna się prawdziwe życie. Które niezbyt lubię. Wolę uciekać w fantastyczny świat nocy, gdzie wszystko jest lepsze, łatwiejsze. Nikt mnie nie męczy, o nic nie pyta, mam upragnioną ciszę i błogi spokój, tą samotność której nie zaznam w dzień... Mam takie wrażenie, że wszystko wokół zatrzymało się i panuję nad wszystkim. Nie liczę upływu czasu. Wtedy zadaję sobie pytania z pięknej piosenki: "jaki był ten dzień? co darował, co wziął? czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno? jaki był ten dzień, czy coś zmienił czy nie? czy był tylko nadzieją na dobre i złe...". To takie dziwne - w nocy czuję się bezpieczniejsza, wszystko jest inne, uczucia także. Kurczę, noc to po prostu rzecz magiczna, nie da się jej objąć rozumem, po prostu ją ubóstwiam.
♥♥♥
Post był może nieco osobliwy, ale odsłoniłam przed wami tą marzycielską część mojej duszy. Zastała mnie godzina 00:00. Teraz jak zwykle będę rozmyślać, po czym udam się na zasłużony odpoczynek.
Miłej nocy, xoxo

czwartek, 13 sierpnia 2015

Back to school

Cześć!
Pozdrawiam znad lodów truskawkowych. Ostatnie dni zrobiły się tak gorące, że pochłaniam ich całe pudełka. Byłam dziś z przyjaciółką w sklepie i kupiłam sobie kilka zeszytów do szkoły. Chyba jak każdy uczeń nie chcę wracać do szkoły. Ale skoro już muszę, to chcę się rozweselić drobiazgami umilającymi życie podczas nudnych godzin spędzonych w dusznej klasie. Nie chcę was oczywiście dołować! Wiedza jest potrzebna, lekcje prowadzone ciekawie mogą być wyczekiwane z niecierpliwością, szkoła to okazja do porozmawiania z przyjaciółmi i znalezienia obiektu uczuć. Ja potrzebuję jeszcze co najmniej drugie tyle wakacji, niestety nic nie mogę poradzić na to że są tak krótkie i kończą się błyskawicznie. Chcę wam pokazać kilka moich zeszytów, jakie nabyłam. Od razu uprzedzam, że zdjęcia są koszmarnie niewyraźne, to wada mojego telefonu który ostrego zdjęcia zrobić nie potrafi.
♥♥♥ 


No tak, zapomniałam wspomnieć, że kupiłam jeszcze zestaw geometryczny. Piórnik mam jeszcze z tamtego roku. I tak, to moja supi pościel oraz supi panele. 
Co zaś tyczy się plecaka, jeszcze go nie kupiłam, aczkolwiek zamierzam mieć taki:
Cóż, jeśli chodzi o długopisy, to naprawdę nie zależy mi na ich wyglądzie, bo niestety ciągle gubię wszystko, czym piszę i zwykle piszę tym, co pożyczą mi koleżanki, haha.
♥♥♥
Chyba czas skończyć ten post. Póki co, jeszcze trwają wakacje i trzeba się nimi nacieszyć. Następną notkę postaram się napisać jak najszybciej.
Ps. Pozdrawiam moją przyjaciółkę Kornelię (tak, to właśnie z nią kupowałam zeszyty), która na pewno przeczyta ten post. Buziiii! 



wtorek, 11 sierpnia 2015

Samoakceptacja - ważna rzecz

Hejka!
Jestem - niestety, po przerwie, ponieważ miałam 2 ważne wyjazdy. Ale już jestem, co najważniejsze. Post będzie o samoakceptacji, albo może inaczej: o tym, jak podczas długiej, dziesięciogodzinnej jazdy nad morzem przemyślałam to i owo i stwierdziłam że chciałabym się tym podzielić. 
Nigdy nie umiałam dokładnie ująć myśli w słowa, ale zawsze się starałam. Tak będzie i tym razem. 
♥♥♥
Mówią, że samoakceptacja przychodzi z wiekiem, nabywanym doświadczeniem; że przychodzi bardzo powoli i mozolnie, że nie da się jej "nabyć" w jeden dzień. I wiecie co wam powiem? To stek bzdur. Bo ja miałam jeden, tak, jeden przełomowy dzień. Myślałam, że ta jazda będzie okropna, nudna (mam chorobę lokomocyjną, co nie poprawiało mi nastroju). Jak zwykle rano spojrzałam z niechęcią w lustro. Siano na głowie. Trądzik. Nadwaga (tak, jestem otyła, zmagam się z tym od zawsze). Odrywam wzrok od szklanej tafli. Daremnie próbuję ułożyć włosy, aby nie przypominały gniazda. Dokładnie myję zęby. Wcieram żel do twarzy. Smaruję dłonie kremem. Słowem, próbuję się ogarnąć. Po porannym wysiłku znowu patrzę w lustro - niestety, nie osiągnęłam zamierzonego efektu i nadal wyglądam jak zombie. Ból, płacz, rozpacz. I tak ma być przez całe życie?! O nie!
Wsiadam do auta, zapinam pasy. Cały dzień jazdy, ta myśl mnie przytłacza. Godzinę mogę wytrzymać, ale dziesięć...? Uff. Z braku laku zaczęłam zastanawiać się na sobą. Zawsze już będę tym ponurym ziemniakiem którego widzę codziennie w lustrze? Zawsze będę żywić do siebie niechęć? Zawsze będę miała kompleksy z powodu kilogramów i braku urody? Ale dlaczego, po co? Przez to stracę najpiękniejsze lata swojego życia, tak nie może być. Nie chcę przecież być zgorzkniałą, starą panną z kotami, bo nie jestem ładna i chuda. Ile jest na świecie takich osób jak ja? Ile jest ich w moim otoczeniu? Pełno! Oni jakoś mają przyjaciół, znajdują miłość, są szczęśliwi, nie przejmują się wyglądem. Dlaczego mam być inna? Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam dziewczynkę na wózku inwalidzkim. I wiecie co? Zrobiło mi się wstyd. Cholernie wstyd. Jestem zdrowa, czy to nie jest najważniejsze? Ta dziewczynka nie może chodzić, a ja mogę. Inna osoba nie ma rąk, a ja mam. Jeszcze ktoś jest niewidomy, a ja widzę. Jestem zdrowa i powinnam za to dziękować. Mam co jeść, gdzie mieszkać, mam w co się ubrać. Mogę chodzić do szkoły, wyrażać własne zdanie. Mam rodzinę i przyjaciół, dla których jestem ważna. Czy to nie jest najistotniejsze? Kilogramy to tylko słowo. To tylko wymysł wymyślony przez ludzi. Mogę przecież wyglądać jak chcę, jestem wolnym człowiekiem, mam swój rozum. Kurczę, w tym momencie stwierdziłam, że byłam głupia i do tej pory żyłam w jakby półśnie. Z którego dziś powoli zaczęłam się wybudzać. I zaakceptowałam siebie. Ważny jest charakter, nie uroda. Naprawdę, zaakceptowałam swoje zalety i wady, swoją wagę, wzrost, oczy, usta, włosy, nos. Przecież to wszystko to JA.
♥♥♥
Chciałabym wam teraz polecić piosenkę, bardzo fajną, która pomaga w myśleniu nad sobą i otwiera oczy.
Amfa - Czytam, liczę, piszę
Na koniec chciałam się z Wami pożegnać. Następną notkę postaram się dodać jak najszybciej. Dziękuję, że czytacie moje wypociny. Jesteście najlepsi!

czwartek, 23 lipca 2015

Harcerstwo - moje życie

Siema elo trzy dwa zero!
Nie mogłam wytrzymać bez dodawania postów, dlatego zaraz po przyjeździe z obozu harcerskiego usiadłam przed laptopem. No, może nie zaraz - opowiedziałam rodzicom o swoich przygodach, rozpakowałam się i zrobiłam pranie. Dni są naprawdę gorące, pokochałam granity, shake'i oraz lody. Zaprzyjaźniłam się z okularami przeciwsłonecznymi oraz czapką. Nie ruszam się z domu bez kremu z filtrem oraz butelki wody. Wakacje mijają mi niezwykle szybko, niestety. Przecież wczoraj było zakończenie roku, a już niedługo sierpień! W tą sobotę wyjeżdżam na morze i wracam z początkiem sierpnia. Znów będę musiała Was opuścić na dłużej, a bardzo tego nie chcę :( ale z drugiej strony nie mogę się doczekać gorącej plaży, szumu morza, zachodów słońca, opalonych chłopaków... Jestem pewna, że wyjazd się uda. Co do obozu - wspomnienia są niesamowite. Zwykłe wędrówki czy śpiewanie przy ognisku mają tę magiczną moc, malują uśmiech na twarzach młodych osób. Kocham dźwięk gitary, w harcerskim mundurze czuję się w pełni sobą, uwielbiam spać w namiocie na niewygodnej kanadyjce, mieć przy sobie przyjaciół z tą samą pasją co ja. Chciałabym trochę opowiedzieć o moim harcerskim życiu.
Do ZHP (ZHP = Związek Harcerstwa Polskiego) należę już 3 lata. Z tym wrześniem rozpocznę 4 rok mojej wielkiej przygody. W swej drużynie znalazłam przyjaciół na całe życie, zaczęłam wyjeżdżać na biwaki, obozy, rajdy, nauczyłam się kochać i akceptować świat, mam satysfakcję z pomagania innym ludziom. Stojąc w kręgu innych harcerzy, śpiewam jak najgłośniej nie przejmując się tym, że fałszuję, nie boję się odtrącenia czy wyśmiania. Czuję jak moja dusza ulatuje w rozgwieżdżone niebo razem z iskierkami. Jestem zastępową i bardzo się z tego cieszę. Ostatnio zaczęłam robić śpiewnik harcerski, wkładam w niego całe serce, chcę żeby był jak najpiękniejszy, dbam o szczegóły. Często wychodzę ze znajomymi z ZHP na spacery czy dłuższe wędrówki. Gdy mam jakiś problem, oni mnie wysłuchają i mi pomogą, zawsze będą stać za mną murem.
Niektórzy moi znajomi na wieść o tym że zapisałam się do harcerstwa, popukali się w głowę, jeszcze inni się ode mnie odwrócili. "Przecież to dla głupich dzieciaków, które bawią się w stawianie szałasów w lesie, wychwalają śpiew ptaszków i są przy tym strasznie niehigieniczni bo nie mają się gdzie umyć, obciach, żenada!". Toż to brednie! Oni nawet nie spróbowali jak to jest, nie przyszli na ani jedną zbiórkę - nie mają więc prawa oceniać harcerzy. Równie dobrze ja mogłabym tak stwierdzić, nie dać szansy tej cudownej organizacji, żyć w błogiej nieświadomości i przeświadczeniu o tym że to głupie. Ale nie. Nie nie nie. Ja zrobiłam na przekór wszystkim. Poszłam na zbiórkę, nauczyłam się Prawa Harcerskiego, piosenek, zakupiłam mundur, zapisałam się na biwak, wybrałam się na wędrówkę. I wiecie co Wam powiem? Niczego, absolutnie niczego nie żałuję, przysięgam. Nie mogę słuchać ludzi, przejmować się ich opinią, rezygnować z czegoś tylko dlatego, że to jest 'passe'. Po prostu idę za głosem serca i wiem, że wybrałam dobrze.
Pierwszym moim biwakiem był Zlot Hufca. Było tam mega dużo drużyn, byłam dosyć onieśmielona, nie miałam jeszcze munduru, chusty, krzyża harcerskiego. Podążałam za nowymi znajomymi. Przedstawiano mnie innym harcerzom. Wszyscy spaliśmy w olbrzymiej sali gimnastycznej. Rozłożyłam - po raz pierwszy - karimatę i śpiwór na ziemi, poszłam porozmawiać z rówieśnikami. Jakąś godzinę później miałam chyba ze sto nowych numerów telefonów, rozmawiałam na różne tematy z wieloma osobami, czułam się wspaniale. Poszłam spać o północy, kiedy to zgaszono światło i kazano nam iść spać. Zasnęłam szybko, zmęczona wrażeniami. Gdzieś około 1:00 drużynowa obudziła mnie szarpnięciem za ramię i zawołała, że mam natychmiast wstawać i ciepło się ubrać. Wychodzimy do pobliskiego lasu. Już wtedy wiedziałam, co się święci. Na samą myśl podskoczyłam ze szczęścia. Oto dziś stanę się częścią drużyny. Naciągnęłam buty i ubrałam sweter. W rozczochranych włosach, z zaspanym wyrazem twarzy, wybiegłam pod wejście główne. Stały tam cztery osoby, które tak jak ja miały niedługo dostać barwy drużyny. Reszta zaprowadziła nas do lasu. Musieliśmy iść bez latarek wgłąb niego. Ja - jako odważna nastolatka - poszłam pierwsza. Kilka razy się przewróciłam, pobrudziłam błotem (akurat padało), ale to naprawdę nic! Szybko doszłam do pierwszej czujki. Miałam na niej zjeść bardzo, ale to bardzo niedobrą sałatkę. Dałabym sobie rękę uciąć, że były w niej robaki... No, mniejsza z tym. Przełknęłam ją i ruszyłam dalej. Na kolejnej czujce robiłam pompki i przysiady. Na następnej odpowiedziałam na kilka pytań związanych z ZHP. Ostatnia - czyli czwarta - i mały zawał serca. Natarto moją twarz błotem - ok, to nic. Ale kiedy zakapturzone postacie zaczęły się do mnie zblizać z długimi, ostrymi finkami, opadła mi szczęka. W sumie tylko wtedy się przestraszyłam, aczkolwiek stałam w miejscu, z zaciśniętymi ustami. Jeden chłopak w czarnej bluzie zaczął mi ścierać błoto swoim nożem. Cudem uniknęłam zdarcia naskórka. Jegomość przyciskał ostrze dosyć mocno, auć. Najważniejsze że żyję! Potem wziął mnie na ręce i pobiegł w stronę rozpalonego nieopodal ogniska. Tam czekali na mnie ludzie z drużyny. Otrzymałam piękną chustę, wszyscy z radością powitali mnie w drużynie, a ja byłam z siebie dumna.
Niedługo po tym biwaku przyszedł mój śliczny mundur. Szary, naszyłam na niego plakietkę z biwaku. Potem doszły kolejne plakietki i przypinki. Uszyłam sobie pagony, własnoręcznie zrobiłam pierścień. Czyli harcerka pełną gębą.
Nie chcę przynudzać, ale muszę napisać jak dostałam krzyż (wybaczcie mi to). Byłam na swoim pierwszym obozie letnim, w górach, w ostatni dzień miałam wartę. Szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że akurat wtedy go otrzymam. Zaczęło się zwyczajnie: kolega zawołał mnie z drugiego końca obozowiska, że mam do niego przyjść. Ucieszyłam się - koniec warty, mogę iść spać! Niedoczekanie moje. Kiedy tylko zaczęłam kluczyć pomiędzy namiotami, narzucono mi koc na głowę. Ktoś złapał mnie za nogi, ktoś za ręce. Oboje stęknęli z wysiłku - mam nadwagę, niestety. Zatahali mnie - znowu! - do lasu. Tym razem byłam sama. Musiałam po ciemku odnaleźć czujki, na których odśpiewałam Hymn Harcerski, powiedziałam treść Prawa, Przyrzeczenia i Modlitwy Harcerskiej. Potem podeszłam do ogniska, przy którym stała znaczna część mojej drużyny. Jako matkę krzyżową obrałam sobie najlepszą przyjaciółkę Kasię. Nad ogniskiem, z wyciągniętą ponad płomień ręką, powtórzyłam Przyrzeczenie i drużynowa wpięła mi na mundur przepiękny krzyż. Odśpiewano mi moją ulubioną piosenkę pt. "Harcerskie ideały". Później udaliśmy się do namiotów, ale ja z wrażenia długo nie mogłam zasnąć.
Cóż, to wszystko co miałam do przekazania. Następna notka w sierpniu. Mam ogromną nadzieję że dobrze spędzacie wakacje i się nie nudzicie. Trzymajcie się, misie! Czuwaj!!!