sobota, 20 lutego 2016

Silna wola to podstawa. Stay strong ♥

hejka naklejka
jem tosty siedząc przed komputerem i czuję jak przybywa mi dodatkowych kilogramów tu i ówdzie. No cóż, miłość do jedzenia zawsze wygrywa. 
A właśnie, zrobiłam wczoraj sama pizzę i nie spaliłam kuchni!! Czuję się wygrywem życia.
♥♥♥
Często sobie powtarzam "odpuść sobie. Po co ty to robisz? Wiesz, że to nic nie da". Po prostu się demotywuję, sama, z własnej winy. Ale walczę; owszem, narzekam, jednak w pewnych kwestiach mam okropnie silną wolę. Nie potrafię zaakceptować tego, że nie umiem pewnych rzeczy. Od najmłodszych lat próbowałam się nauczyć tańczyć, zrezygnowałam dopiero po 4 latach, kiedy zrozumiałam, że to nie dla mnie. Nie lubiłam się ruszać, byłam sztywna, plątały mi się nogi, nie miałam dobrej koordynacji ruchowej. Po każdych zajęciach przychodziłam do domu w okropnym humorze. Twierdziłam, iż jestem beznadziejna, ale kiedyś się nauczę, będzie lepiej. Przecież to dopiero rok, dwa lata, trzy lata.. no właśnie. Rok za rokiem mijał, a ja pozostawałam taka sama. Byłam w stałym konflikcie z samą sobą, nie chciałam się poddać, to było takie nie w stylu upartej małolaty z pulchniutkimi nóżkami. W końcu zrozumiałam: nie jestem beznadziejna, nie powinnam się obwiniać, nie mogę być utalentowana w każdej dziedzinie, brak gracji nie wyklucza mnie z bycia człowiekiem. Nie uważam, że dałam za wygraną. Co to, to nie. Po prostu zmądrzałam, dojrzałam do tego, żeby poszukać innej pasji. Walczyłam godnie do końca, silna wola dawała o sobie znać po kolejnych próbach. Lecz - żeby było jasne - nie odpuściłam sobie przygody z muzyką. Entuzjastycznie zaczęłam rozwijać się w dziedzinie śpiewu. Wytrwałam w tym do dziś, mam własny zespół i stos dyplomów za wysokie miejsca w konkursach. Uprzedzam, nie chcę się chwalić; stwierdzam fakt osiągnięty przez długie lata ćwiczeń.
Czym w ogóle jest silna wola? Upór w dążeniu do celu, wytrwałość, nie uleganie różnym pokusom szkodzącym wygranej, wiara w osiągnięcie celu i niezłomność.
Co jest potrzebne do posiadania silnej woli? Motywacja.
Najpierw trzeba wyznaczyć sobie cel, pomyśleć o marzeniu, następnie ćwiczyć do upadłego, próbować, upadać, podnosić się i iść dalej. Raz się nie uda i chcesz zrezygnować? owszem, możesz, to twój wybór. Ale w ten sposób niczego nie osiągniesz. Mogłabym pisać różne słodkie rzeczy "nie martw się misiu, to nic, jutro będzie lepiej, poszukaj innego celu" ale nie o to tu chodzi. W tym rzecz, żeby wstać następnego dnia rano, harować do południa, w południe stwierdzić, że to nic, że jeszcze się nie udało i pracować do wieczora. Ładny brzuszek do lata nie wyrobi się sam (apel do mnie i mojej Żelusi Nelusi, Madzi i Fausti), gitara sama nie zagra ulubionego hitu idola. Niestety, od nas zależy wszystko. Nasz los jest w naszych rękach, nie w babci, mamy, nauczyciela, przyjaciółki czy wujka. Jest nasz, jedyny i niepowtarzalny. Nie możemy go puścić, oddać, zaprzepaścić szansy na sukces.
Silna wola jest cholernie ważna, bez niej nic się nie uda. Co mogę poradzić na jej brak? Nic, bo każdy ją ma, trzeba ją tylko odkryć i wyćwiczyć. Zamiast pisać tą notkę, mogłabym spać. Ale wolę pisać, zarwać noc. Nie zrezygnuję z tego, jestem silna. Dam radę. Jak ćwiczyć silną wolę? Próbować. Uczyć się, trenować, wstawać. Codziennie stawać na lodowej tafli, trzymając się barierki i przesuwać nogi ubrane w łyżwy. Codziennie odpalać filmiki z cardio na youtube, wykonywać ćwiczenia. Cieszyć się każdym małym sukcesem, szukać inspiracji. Nie niszczyć samego siebie.
W pewnym momencie, po pewnym czasie możecie stwierdzić, że coś nie jest po prostu dla was. Nie każdy ma słuch muzyczny czy płuca dobre do biegania. Czasem warto zrezygnować, żeby nie zniszczyć siebie. Tak, też zrezygnowałam z tańca, ale na korzyść śpiewania. Jest milion zainteresowań, kółek tematycznych - może akurat w następnych będziecie mistrzami?
Co mnie motywuje do zarywania nocek, spędzania ich nad książkami z biologii, studiowaniem ciała człowieka, oglądania filmów dla początkujących, młodych lekarzy? Ludzkie życie.
Marysia ma marzenia, uwielbia jazdę konną, ma przyjaciółkę i kwiatka, o którego codziennie dba. Pewnego dnia dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora. Kto próbuje ją ratować? Lekarze. Uśmiech człowieka, który wyleczył się z białaczki, łzy szczęścia dziewczyny, której po chemioterapii zaczęły odrastać włosy - to wszystko sprawia, że chcę brnąć w to dalej. Nie pozwolę na to, żeby Marysia umarła. W przyszłości dostanę się na studia, ukończę je i będę bohaterem. Będę ratować ludzkie życie, największy dar.
♥♥♥
To wszystko, co miałam wam do przekazania. Trzymajcie się ciepło i nie zrezygnujcie ze swoich celów, wiem, że macie silną, cholernie silną wolę.
Spełnijcie marzenia dla siebie i dla mnie.
Kocham was!

poniedziałek, 15 lutego 2016

sprzątanie pokoju czyli zmora młodzieży

Hejka :)
Jak zwykle jest już wieczór, dosyć późno, status: są już ferie.
 Wróciłam z biwaku, jestem dosyć zmęczona po całym dniu. Ale zostało mi jeszcze niestety jedno koszmarne, naprawdę znienawidzone przeze mnie zadanie: posprzątanie pokoju. *powiało grozą*
W sumie, przydałaby się też melodia organów z horrorów. 
Jak posprzątać pomieszczenie, gdzie nie widzę dywanu, na krzesłach leżą ubrania, na biurku mam tony książek, szafa się nie domyka (skutek okropnego nawyku zwijania rzeczy w kulki i upychania), na stoliku leżą kubki po kawie i jogurtach, a w całym bałaganie zgubił mi się pasek i ładowarka?
Ale...przyszłam ze szkoły...z zajęć dodatkowych...i mi się nie chce. Zrobię jutro. W weekend. No, następny. Odkładam i odkładam, a odkładanie nic nie daje. Dlaczego to akurat ja musiałam urodzić się bałaganiarą?!
Po pierwsze i bardzo ważne: wyłącz wifi, wycisz telefon
wiadomo, że jeśli będą ci ciągle przychodzić powiadomienia z fb i smsy od niecierpliwiących się koleżanek, dasz za wygraną, weźmiesz do ręki komórkę i zapomnisz o obowiązku.
Serio, nawet jeśli myślisz, że dasz radę się powstrzymać to w końcu chęć zobaczenia jednej wiadomości (w porywach do 10, 100, 1000...) zniweczy twoje plany.
Po drugie i też ważne: szafki i pudełka
kiedyś bardzo upierałam się na tumblr pokój (jeśli wiecie o co mi chodzi haha) no i nie chciałam żadnych pudeł na drobiazgi, szafek do których mogłabym włożyć książki, przybory szkolne, nie miałam żadnych schowków na potrzebne rzeczy. I cóż, większość się gubiła w ogólnym chaosie, bo wszystko musiało leżeć na dywanie/łóżku/stoliku. W końcu nadszedł ten piękny dzień gdy zmądrzałam i kupiłam porządne, ładne wyżej wymienione meble. Nareszcie wiem, gdzie co mam, rzeczy magicznie nie znikają i mam porządek (no, dobra, względny porządek. Teoretycznie)
Po trzecie i tak samo ważne: asertywność
w sumie nie wiem, czy to najbardziej trafne słowo, ale chodzi mi o to, że nie może być ci szkoda każdego guzika od starych spodni czy kolejnego kurzącego się delfinka na półce. Takie rzeczy zagracają ci pokój i nie ma sensu trzymanie ich, skoro denerwują cię tym, że nie masz miejsca na postawienie kroku. Czas na zmiany!
Po czwarte i konieczne: ekwipunek
Sprzątanie bez odkurzacza, ścierki, mopa i kosza na śmieci jest wykluczone. Nic bez nich nie zdziałasz! Dodatkowo przyspieszą twoją pracę i niemalże wyręczą, a przecież o to ci chodzi.
A, i jeszcze moja super rada która jest naprawdę super radą - włącz sobie muzykę, słuchanie jej podczas sprzątania poprawia humor i zagrzewa do dalszej pracy.
Po piąte i ostatnie: estetyka
Przyjemnie ci mieszkać w takim brudnym, śmierdzącym pokoju? Nie wiesz, gdzie leżą twoje skarpetki i próbujesz odszukać pilota od telewizora bo zaraz zaczyna się twój ulubiony serial, ale zmagania są bezskuteczne. Jak zaprosić przystojnego kolegę do takiego fuj fuj pokoju, przecież przestraszy się i ucieknie. Zresztą, jeśli oddalasz sprzątanie na coraz to dalszy termin, to masz coraz grubsze warstwy kurzu na półkach. A tego nie chcemy, prawda?
♥♥♥
Okej, to już wszystkie rady. Idę się naprawdę brać za porządki, bo mama zaraz zabije mnie wzrokiem. Miłego wieczoru!
 

środa, 3 lutego 2016

ferie 2016 & Twój dziennik

witam wszystkich
jak zwykle mam dużo nauki, niepozbieranych do kupy myśli i pustych kubków po kawie. Słucham swojej superhiperwyjątkowejewah playlisty i próbuję się skupić na notce. Co chciałabym zrobić na feriach? Cóż, moje plany na te dwa tygodnie które i tak miną jak dwa dni, mam dosyć konkretnie zaplanowane. Pojadę na biwak harcerski, będę ćwiczyć grę na instrumentach, pouczę się, spotkam z przyjaciółmi, napiszę posty, przeglądnę youtube, pójdę na zakupy (potrzebne mi jakieś jeansy i wyjściowa bluzka/sweter), pójdę na spacer, zrobię zdjęcia, przeczytam książkę, oglądnę serial... pomysłów mam mnóstwo, ale pewnie większości i tak nie zrealizuję. Dlaczego? Bo jestem typem osoby, która ma słomiany zapał do wszystkiego. Kupuję farby i nie maluję, bo mi się odechciewa. Pożyczam podręcznik o gitarze, ale nigdy nie dotykam tego instrumentu, bo przecież uczę się już grać na dwóch więc kolejny jest bez sensu. Tym razem postanowiłam, że będzie inaczej. Na całe szczęście nie jestem typem osoby śpiącej do południa; zwykle wstaję w okolicach ósmej. Mam cały dzień na robienie czegoś niesamowitego! Tylko... no właśnie, czego? Kiedy już zrobię plan działania, stwierdzam, że dziś odpocznę, a jutro zacznę z wielką mocą. Tylko że sytuacja się powtarza - codziennie, do końca wolnego. Ferie zaczynam 15 lutego, dlatego miałam dużo czasu na porządne zastanowienie się nad tym. Z doświadczenia wiem, iż jeśli zaplanuję sobie wszystko co do sekundy, nie będę miała z tego żadnej frajdy a ferie zlecą jeszcze szybciej (chociaż to bardzo trudne). Dlatego postanowiłam w punktach zanotować w swoim kalendarzu to, co danego dnia chcę zrobić. Nie określiłam godziny, sposobu. Po prostu chcę zrobić to, co zaplanowałam. Jestem bardzo zadowolona ze swojego pomysłu i jeśli się zmobilizuję, na pewno uda mi się skreślić wszystkie punkty z mojej listy.
Czego użyłam do zapisywania punktów?
Uwielbiam książki Reginy, polecam także "Bóg nigdy nie mruga" i "jesteś cudem".
Ta zrobiona jest w formie kalendarza; w środku znajdują się sentencje, można coś dopisać bądź dorysować, na każdy miesiąc przeznaczona jest historia autorki (większość związana z Polską).
Codziennie rano i wieczorem oraz jeśli zajdzie potrzeba - w ciągu dnia, zaglądam do niego i zapisuję co muszę zrobić. W efekcie o niczym nie zapominam i mogę przeżyć dzień postępując według punktów. 
Polecam także zastosować go jako organizer czasu w ciągu roku szkolnego. Gdy przychodzisz do domu, jesz obiad, oglądasz serial ćwiczysz, idziesz na zajęcia dodatkowe, ogarniasz social media, włączasz yt, czytasz książki, spotykasz się ze znajomymi...słowem, robisz wszystko, aby nie tknąć podręczników. Cóż, sama też tak mam - po lekcjach idę na kilka godzin na zajęcia dodatkowe i potem włączam wifi. Niestety, następnego dnia dostaję złą ocenę z kartkówki. 
Jak poradziłam sobie z problemem?
Zapisuję w dzienniku plan działania: obiad, zajęcia, nauka i dopiero zabawa. Oczywiście, muszę się tego trzymać - wiadomo, że muszę się tego trzymać i sam wpis nie wystarczy. Jednak zapisanie polecenia własnoręcznie, złożenie pod tym podpisu, przeczytanie kilkukrotnie baaaardzo pomaga. Po kilku dniach weszło mi to w nawyk i nie potrafię funkcjonować inaczej. Naprawdę źle się czuję, jeżeli nie odrobię zadania i uprzednio włączę internet. 
A, no i z takich bardziej błahych spraw: chciałabym zacząć robić brzuszki bądź inne ćwiczenia na brzuch. Także możecie trzymać za mnie kciuki żebym po kilku dniach nie przestała trenować! Pierwsze wyzwanie: zrobię tyle brzuszków, ile będę mieć wejść na tą notkę. Kocham was!