poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Wakacje, wakacje i... po wakacjach

Hejka!
Mam nadzieję, że wakacje mijają wam wyśmienicie. Według mnie, to najlepszy czas w życiu nastolatka (myślę, że wiele osób podziela moje zdanie). Kocham wstawać późno, nic nie robić, czytać książki, spotykać się z przyjaciółmi i robić milion rzeczy, na które w okresie szkolnym magicznie brakuje czasu.
Niestety, połowa sierpnia za nami - trzeba się powoli szykować na powrót do szkoły. Ja lubię przygotowywać się do tej myśli, oswajać ją, żeby informacja o końcu wolności nie spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Myślę sobie, jak wielu rzeczy nie zdążyłam zrobić w te dwa miesiące, i mam ochotę sobie przyłożyć. Znajome uczucie, prawda?
ALE powrót do szkoły NIE OZNACZA całkowitego braku jakiejkolwiek swobody. To nie są więzienne cele bez wifi, gdzie 24/7 musisz przyswajać wiedzę - i tak przez całe miesiące. Przecież gdyby tak było, już dawno byśmy zwariowali. Owszem, nauka to obowiązek, oceny są stresujące, sprawdziany trudne, kartkówki co chwilę, trzeba coś zaliczyć, poprawić... ale nie taki diabeł straszny, jak go malują. Ile czasu spędzasz na naukę, a ile na np. siedzenie przed komputerem/telefonem? Myślę, że to nie szkoła, a w dużej mierze także internet blokuje nam drogę do zrobienia tego, czego się chce. W tym czasie, gdy czytasz posty na Facebooku, reblogujesz, tweetujesz, oglądasz serial czy piszesz ze znajomymi możesz zrobić to, na co miałeś ochotę w wakacje. Chciałeś nauczyć się grać na gitarze, a może pleść bransoletki z muliny albo zrobić szarlotkę? Dobrze, a więc odłóż telefon i to zrób! Dużo osób skarży się na niewyspanie: ale powodem jest nauka czy kolejny filmik na yt? Odpowiedz sobie sam. 
Ludzie często pytają mnie jak to robię - śpiewam, mam zespół, chodzę na konkursy, wspieram różne akcje charytatywne, czytam miliardy książek, chodzę do szkoły muzycznej, gram na instrumentach, jestem harcerką i przy okazji całkiem nieźle się uczę.
Cóż... przyciskam napis "wyłącz wifi" i gotowe! To mój prawdziwy patent, skuteczność i sukces gwarantowane! Pewnie się powtórzę, ale czasem trzeba. Post zakończę pięknym cytatem (moim ulubionym zresztą) który wędruje poprzez wszystkie moje notki. 
Bariery istnieją tylko w naszych głowach.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

In love with travelling

Hejka!
Dziś przychodzę z kolejną, wakacyjną notką. Te wakacje lecą zdecydowanie za szybko i nie zdążyłam zrobić dwóch trzecich z rzeczy, które zrobić chciałam :( zanim się obejrzę, będę siedzieć w szkolnej ławce i słuchać nauczyciela, odrabiać tony prac domowych, kuć do sprawdzianów..cóż, nauka i zajęcia dodatkowe całkowicie mnie pochłoną - tak jak co roku.
Ale notka miała być o czymś zupełnie innym. Widzicie, łatwo mi się rozgadać.
Podróżowanie zawsze było dla mnie czymś magicznym. Od małego chciałam chodzić, poznawać, patrzeć na nowe rzeczy, uwieczniać je, jeździć autem (nawet ostra choroba lokomocyjna mnie przed tym nie powstrzymała). Mogłam nawet iść z babcią do najbliższego lasu na grzyby, pojechać z dziadkiem na jego działkę, pójść z tatą do sklepu. Mogłam iść gdziekolwiek, byle penetrować każdy zakątek wielkiego świata. Zdawałam sobie sprawę że nie uda mi się zwiedzić wszystkiego, że to, co zobaczę, to tylko 1% naszej planety. Ale nie przejmowałam się tym, obijałam kolana, obcierały mnie buty, padał deszcz - szłam naprzód. Tak mi zostało do teraz, nie poddać się, iść dalej.
Moim marzeniem jest pewnego dnia wyjść z domu o świcie, spakowana w jeden plecak, pójście przed siebie, złapanie stopa (opcjonalnie umówienie się z nieznanymi ludźmi przez bla bla car) i zrobienie sobie wycieczki dookoła świata. Mogę spać pod gołym niebem, spałam już tak nie raz. Mogę zmusić się do jedzenia ohydnych konserw - wszystko, byleby zwiedzać. 
Moje serce podbiły góry. Wędrowanie po nich, wdychanie świeżego powietrza, zdobywanie szczytów, uśmiechanie się i mówienie każdej napotkanej osobie "dzień dobry!", przepiękne widoki. Naprawdę, mają one niezwykły urok, mogłabym zaszyć się na jakiś czas w drewnianym domku, siedzieć przy komiku i upajać się ciszą. Co roku wyciągam rodziców na kilka dni w góry. Kwestią sporów jest wybór miejsca - ja upodobałam sobie Bieszczady, mama Tatry. Ale jakoś udaje nam się pójść na kompromis i wszyscy są szczęśliwi. W tym roku wyszłam któryś już raz na Trzy Korony i Palenicę. Jestem z tego faktu naprawdę dumna, bo maszerowanie przez kilka godzin podczas ogromnego upału to nie lada wyczyn! 
Naszą drugą rodzinną tradycją jest jeżdżenie nad morze. Niepisana zasada pomiędzy nami brzmi: nie mów innym gdzie jeździmy! Także wybaczcie, ale nie zdradzę nazwy mojej ukochanej małej miejscowości. Zawsze wynajmujemy w tym samym pensjonacie. Wystarczy wyjść na balkon aby usłyszeć szum fal, a kiedy chcę iść na plażę, zajmuje mi to kilka minut. Trzeba tylko pójść prosto, skręcić w lewo, przejść przez ulicę i iść dosłownie chwileczkę przez malutki lasek - i już jesteś na miejscu! Osobiście średnio lubię kąpiele w morzu, troszkę boję się fal, woda jest naprawdę zimna i od razu mam gęsią skórkę. Ale opalanie, czytanie, granie w karty i po prostu siedzenie w blasku zachodzącego słońca to jedna z najlepszych rzeczy jakie mogę sobie wymarzyć.
Pojechałam również na obóz harcerski do lasu - sentyment pozostał, uwielbiam las i jego mistyczną aurę. Chodziłam tam z dziadkami od najmłodszych lat więc bardzo kocham rozbijać w nim namiot, budować szałasy, grać w gry terenowe czy po prostu udawać się na spacerki i myśleć o tym, jakie mam szczęście, że znalazłam się właśnie tam.
Uważam, że najgorszą rzeczą jaką można zrobić, to siedzenie cały czas w domu, stale w jednym bezpiecznym miejscu, zamknięcie się w schemacie. Gorzki smak rutyny? Mam nadzieję, że nigdy go nie poczuję. Chciałabym pojechać jeszcze raz do Włoch, zrobić miliardy zdjęć, znów zjeść pyszną pizzę i lody. Chciałabym zwiedzić Londyn, Paryż, całą Brazylię, Norwegię, Kanadę, pojechać na Malediwy, do Bułgarii, Turcji. Wiem, wiem. Nie uda mi się to. Ale jeśli zwiedzę choć jeden kraj, jedno miasto, chociażby małe miasteczko - będę spełniona.
Życie jest za krótkie na to, żebym utknęła w czterech ścianach i niczego nie zobaczyła. Dlatego obiecuję, że kiedyś dopnę swego i pojadę w wielką podróż.
Jeśli mogę was o coś prosić, to trzymajcie kciuki za to, żebym mogła pojechać w 2017 roku do Niemiec! Straaaasznie mi na tym zależy. Buziaczki xx

sobota, 9 lipca 2016

Media... nie pozwól się oszukać

Hejka :)
Dziś przychodzę do was z postem na temat tego, w jaki sposób rządzą nami media. Pewnie myślisz sobie teraz "ha! na mnie wcale to nie działa, mam swój rozum, wiem co jest dobre, co złe". Cieszę się z tego, ale nie zawsze właśnie tak jest...
Media kreują odpowiedni wizerunek, typ wyglądu, zachowania, eksponują wartości, którymi każdy powinien się w życiu kierować. Ich przekaz to nie tylko reklamy lodów i magazynów pełnych pięknych kobiet wystrojonych w najnowsze ubrania z kolekcji sławnych projektantów. Chociaż przyznaj, czasami gdy je oglądasz, czujesz pragnienie, aby być tak piękną, szczupłą, wysoką, pociągającą i uwielbianą przez aparat jak one. Nie wierzę, że nigdy taka myśl nie przemknęła ci przez głowę. Nawet gdy leci reklama nowej czekolady, ślinka napływa ci do ust, chciałbyś jej spróbować. Przecież wszyscy ją tak zachwalają, jest warta ceny!
Ostatnimi laty media kreują modę na bycie fit. Oczywiście, bycie zdrowym jest ważne. Ale bycie ZDROWYM, a nie bardzo chudym. Owszem, niedawno pojawia się też nowa moda na wysportowane, kobiece sylwetki. Przecież wszyscy robią to dla nas, my robimy to dla siebie, te mięśnie są potrzebne, bicki i sześciopak to rzecz, z której powinniśmy być dumni. Tak, to powód do dumy, bo sami na to zapracowaliśmy, i to jest poniekąd fajne. Ale osoby, które promują ten styl życia, wcale nie robią tego dla nas. Robią to wyłącznie dla siebie, ponieważ dostają pieniądze. Media mówią, że właśnie chodzenie na siłownię, kupowanie białek, dietetycy potrafią zdziałać cuda. 
A wiecie czemu tak bardzo kładą na to nacisk?
Bo na tym zarabiają. Zarabiają trenerzy, dietetycy, producenci reklamy. Bycie baaardzo wysportowanym wcale nie jest ci potrzebne do życia, w głębi serca o tym wiesz. Ale chcesz być jak te sławne panie z programów śniadaniowych, które wyrzuciły ze swojej diety dotychczasowe produkty i udały się do dietetyków. Po pewnym czasie zastanawiasz się, czy ty też nie powinieneś spróbować, może to rzeczywiście jest niezbędne do pełni szczęścia? Od tego się zaczyna. Nie mówię, że to źle, jakieś cele trzeba mieć. Lecz wszystko, co kreują media, tak naprawdę nie jest ci potrzebne do tego szczęścia, i bez tych wszystkich ubrań, kosmetyków, diet, personalnych trenerów, jesteś w stanie przeżyć. Nie daj się ogłupić! Sam wybierz, co jest dla ciebie najważniejsze. Sam ustal, jak chcesz wyglądać i jakimi wartościami się kierować. Nic nie szkodzi, jeśli lubisz kolczyki, różowe spinki do włosów i staromodne okulary. Najważniejsze, żebyś to TY czuł się dobrze w swoim ciele. Media to tylko i wyłącznie rzecz, która ma cię namówić na bycie szarą masą i wydawanie kolejnych pieniędzy na nic, co byłoby potrzebne. Chociaż przyznam, ja też ćwiczę i mam dietę, ale robię to dla siebie, nie ze względu na media. Może nawet napiszę o tym post?
Na razie zmykam, do zobaczenia! Buziaczki!

środa, 6 lipca 2016

dobre zachowanie to nie sztywniactwo

Witam!
Taki piękny dziś był dzień... wyszłam sobie na lody z moją przyjaciółką, rozmawiałyśmy o filmach i książkach, kulturalnie, bez darcia się na całe osiedle, bez przeklinania i straszeni dzieci na placu zabaw. Nie przeganiałyśmy ich z huśtawek, słowem - zachowanie takie, jakie powinien mieć każdy szanujący się człowiek. 
Chwilę później do parku weszły nasze znajome. Gimbaza 100%.
Oczywiście w ręce każdej z nich papierosy, w butelkach po tymbarku piwo, krzyczą, plują i nie zważają na nic. Podeszły do nas, żeby się przywitać. Co drugie ich słowo to wulgaryzm. No nie wierzę. 
Chciały wyjść na miłe i poczęstować nas papierosem, odmówiłyśmy, mamy zasady, nie palimy przed uzyskaniem magicznej liczby osiemnaście. Ja w sumie nigdy nie chcę palić, nie odczuwam takiej potrzeby, one tylko niszczą zdrowie i zabierają pieniądze. 
Nasze koleżanki zaczęły się śmiać, że my jesteśmy takie święte i słuchamy mamusi. Cóż, tak bywa. Zachciało im się huśtać więc zepchnęły dzieciaki z urządzeń, przestraszyły jednego z chłopców tak bardzo, że zaczął płakać. 
Nie obyło się bez interwencji mam. Rodzicielki zaczęły karcić moje znajome, ale te nic sobie z tego nie robiły. Brak jakiegokolwiek szacunku dla starszych.
Cóż, może i jestem przestarzała, przemądrzała, nudna, głupia i *tu wstaw cechę która przychodzi ci do głowy* ale jestem dumna z siebie, że nie jestem taka jak one. Już kilka razy próbowałam z nimi na ten temat rozmawiać, zignorowały mnie. Wyśmiały. Przecież to ta szara Zuza, nie pije, nie pali, nie odbierali jej nigdy w nocy z posterunku policji. Ja to się cieszę, że tak nie jest, że mam swoje zasady i potrafię się powstrzymać przed robieniem głupstw. Nie jest mi przykro gdy tak o mnie mówią, jestem zadowolona, mam własny rozum. Potrafię poszanować starszych i młodszych, nie jestem gorsza przez to że zachowuję się sztywno (a może po prostu rozsądnie?).
Czuję się za to rozczarowana rówieśnicami. Okej, bycie szalonym, zwariowanym, pewnym siebie, zabawnym - to jedno. Ale bycie aroganckim, cynicznym, wulgarnym, bardzo chamskim, brak szacunku i przyzwoitości - to drugie.
Sam wybierz, co wolisz. Dobre zachowanie nie równa się sztywniactwu. Dobre zachowanie to szacunek ze strony innych.
Cóż, idę, chce mi się dosyć spać, dzień był śliczny, ale męczący, wysoka temperatura dała się we znaki. Dobranoc xx

wtorek, 5 lipca 2016

dziękuję!

hejka siemaneczko!
Wakacje, wakacje i jeszcze raz wakacje! Zdążyłam się już opalić i przyznam, że cudownie jest nie myśleć o tym, iż następnego dnia muszę nauczyć się na 93984277 kartkówek.
Jestem wdzięczna.
Jestem wdzięczna za to, że na dworze świeci piękne słońce i pada deszcz.
Jestem wdzięczna, bo mam dach nad głową i kochającą rodzinę.
Jestem wdzięczna, bo mam przy sobie ludzi których najbardziej kocham, którym ufam, na których mogę polegać zawsze i wszędzie.
Jestem wdzięczna za to, że mogę chodzić do szkoły i zdobywać wiedzę.
Jestem wdzięczna, bo mam się w co ubrać i co jeść.
Jestem wdzięczna, gdyż mogę rozwijać swoje pasje.
Jestem wdzięczna, ponieważ mam plany, marzenia, cele, zainteresowania.
Jestem wdzięczna za każdy kwiat, który sfotografowałam.
Jestem wdzięczna za każdy uśmiech od przypadkowego przechodnia na ulicy.
jestem wdzięczna za inspirujące książki i piękne filmy.
Jestem wdzięczna za łzy i za śmiech.
Jestem wdzięczna za swoje szczęście.
Mimo, że nie mam najnowszego modelu telefonu, najmodniejszych butów, tysiąca znajomych, chłopaka, nie mieszkam w Los Angeles, większość moich marzeń nigdy się nie spełni - dziękuję.
Chciałabym móc codziennie dziękować ludziom, za wszystko co dla mnie zrobili.
Uczynili moje życie lepszym, pokazali czym jest prawdziwa miłość.
Dali mi wszystko, czego naprawdę potrzebuję.
Wiem, ile na świecie jest cierpienia, bólu i nienawiści, ile codziennie zostaje zabitych osób w moim wieku.
Zdaję sobie sprawę z tego, jak płaczą z bezsilności, jak zostają im zadawane rany; przez rodzinę, ludzi znajomych i nieznajomych.
Pomimo że nigdy nic nie zrobili, są nienawidzeni.
Świat jest przecudowny, ale pełen sprzeczności.
Chciałabym potrafić zaprowadzić pokój na świecie, powstrzymać wojny, kłótnie, wypędzićzło z serc innych.
Zdaję sobie sprawę - nie uda mi się to, ale mogę w pewnym stopniu pomóc.
Dlatego chodzę do wolontariatu, pracuję z niepełnosprawnymi dziećmi, organizuję różne akcje charytatywne.
Chcę przychylić nieba wszystkim potrzebującym.
Staram się, aby choć w najmniejszym stopniu osłodzić niedolę potrzebującym.
Dziękuję, ze to nie ja jestem osobą wymagającą stałej opieki i że nigdy nie zaznałam prawdziwej nienawiści i agresji ze strony drugiego człowieka.
Życie nie jest tylko po to, by brać, trzeba umieć też dawać coś od siebie.
Trzeba potrafić oddać cząstkę siebie komuś innemu.
Mam nadzieję, że wy też dziękujecie za to co macie; a macie coś na pewno.
I że chętnie się dzielicie szczęściem.
Życzę wam, abyście docenili swoje życie.
Jestem wdzięczna za przeczytanie tego postu do końca.
Dziękuję ♥

poniedziałek, 4 lipca 2016

lato nie musi być lenistwem

Hej
Wakacje rozkręciły się na dobre, a do mojej miejscowości zawitało piękne słońce. Nareszcie mam czas na to, aby się spokojnie wyspać, spotkać z koleżankami, poćwiczyć, nadrobić listę książek do przeczytania i seriali do oglądnięcia, zrobić porządki, nauczyć się gotować, grać na gitarze... no właśnie. Jak zwykle powtarzam sobie że to nareszcie dużo wolnego czasu, który mogę przeznaczyć na wiele ciekawych, produktywnych rzeczy! Ale.. już po kilku dniach okazuje się, że upały za bardzo męczą, że dni są zbyt krótkie, że muszę dać sobie jeszcze jeden dzień na nie robienie praktycznie niczego, żeby wypocząć przed nowym rokiem szkolnym. Niestety nic, dosłownie nic nie jest w stanie oderwać mnie od łóżka, telefonu i lodówki. Znasz to skądś? Jeśli tak, to h5, jeśli nie, to podziwiam.
Od zawsze nienawidziłam tego, jak mało mam w sobie samozaparcia i silnej woli. Że nie potrafię powiedzieć sobie "Wstawaj Zuza!" i z radością wyjść na rower, wyręczyć mamę w zrobieniu obiadu i poukładać rzeczy w szafie.
To nie polega na tym, żeby przekopać wszystkie podręczniki do następnej klasy i wkuć cały materiał czy wymyślić nową regułę matematyczną. Nie, nie i jeszcze raz nie. Ja po prostu nie chcę zmarnować kolejnych wakacji i przez cały rok żałować, że nie wykorzystałam tego czasu lepiej.
Dobrym sposobem na moje lenistwo jest zaplanowanie sobie całego dnia. Nie chodzi o to, żeby nastawić budzik na szóstą, zmusić się do biegania, męczyć na największym słońcu i przeczytać najnudniejszą książkę świata tylko po to by móc skreślić kolejną czynność ze swojej żelaznej listy. Wiadomo, iż taka lista nie podziała, jeżeli będzie na niej napisane coś w stylu:
-poćwiczę
-zrezygnuję z komputera
-zamienię słodycze na owoce
-będę przynajmniej trzy godziny siedzieć na świeżym powietrzu
Od razu mówię, że na pewno nie zrobimy nawet jednego punktu. Po prostu nam się odechce, gdy zobaczymy ilość zadań oraz zbyt wysokie wymagania postawione samemu sobie. Cele muszą być realne, a na pewno przyjemniej będzie nam żyć ze świadomością, że dzień był produktywny i zrobiliśmy wszystko, co mieliśmy w planach.
Po drugie, nie można stworzyć kilometrowej listy napisanej drobnym maczkiem z rzeczami do zrobienia. Nie starczy nam na to dni, a będziemy chodzić poirytowani, że tak łatwo się poddaliśmy. Lepiej wyznaczyć sobie 10 zadań i trzymać się ich przez te dwa miesiące. Brzmi sensownie, prawda?
Po trzecie - upał i zmęczenie to nie wymówka! Lato charakteryzuje wysoka temperatura, pot spływający z czoła i lenistwo. Nie wolno wtedy wyłączyć się z życia i myśleć tylko o tym, jak można się ochłodzić. Wiadomo, nie można przesadzać i w najbardziej upalnych godzinach wyjść pobiegać. Ale gorąco będzie, niezależnie od tego co robimy więc nie zwalajmy braku silnej woli na gorąco.
Widzicie, ja też mogłam nie pisać tej notki. Przyjemniej byłoby pooglądać film i spędzić kolejny dzień na wylegiwaniu się w łóżku. Ale zmotywowałam się do tego, by pisać. Wszystko jest dla ludzi - wy też dacie radę zrobić to, na co macie ochotę. Miłych wakacji!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Powracam!

Hejka
Nie było mnie już tak dawno, że pewnie wszyscy o mnie już zapomnieli, ale ja o was nie zapomniałam. W moim życiu wydarzyło się wiele różnych rzeczy i niestety nie miałam czasu pisać. Ale już jestem!
♥♥♥
Dawno już chciałam się zrelaksować. Odłożyć ważne sprawy na jakieś dziesięć miejsc po przecinku. Wyłączyć telefon, wziąć aparat, iść na spacer, wejść na drzewo i patrzeć w niebo. Niestety, szkoła i obowiązki na to nie pozwalają - w sumie, może to i dobrze, bo inaczej nie doceniłabym tych małych chwil, w których mogę odpocząć. Moje pragnienia są wtedy dosyć dziwne, mam ochotę w czasie wolnym złapać świetlika, bawić się w chowanego i nachodzą mnie wtedy różne przemyślenia. Od jakiegoś czasu nawet i one nie mogły zaprzątać mojej głowy, ważniejsze są sprawdziany, egzaminy z instrumentów.... natłok obowiązków nie przeszkadza mi jakoś strasznie, bo on trzyma mnie w ramach, lubię mieć ustalony ład i poruszać się bezpiecznie według jego zasad. Jestem jednak osobą chodzącą z głową w chmurach, bujającą gdzieś daleko, daleko w obłokach w kształcie baranków. Jak wszyscy wiemy, do wakacji niedługo - ta myśl cieszy, motywuje, czerpiemy z niej siły do dalszego działania. Jadę z rodziną nad morze, na obóz harcerski, koncerty, będę się spotykać z cudownymi osobami; cudowny czas. Będę mieć też więcej czasu na pisanie notek (o ile najdzie mnie wena, a mam nadzieję, że najdzie). Oj, czuję, że skaczę z tematu do tematu, ale jak zwykle muszę wspomnieć o tym, tamtym, coś dopowiedzieć, wtrącić. Wracając do zrelaksowania, pewnie wszyscy mamy teraz bardzo wiele stresu, wiadomo, że nauczyciele męczą pod koniec roku, każdy się stara, aby mieć jak najlepsze oceny. Wytrzymajmy jeszcze te niecałe dwa tygodnie, potem przyjdzie zasłużony, upragniony odpoczynek. Będziemy mieli czas na zrobienie tego, czego w roku szkolnym nie zdążyliśmy. Zastanawiam się, czy nie zrobić osobnego posta odnośnie mojej listy rzeczy, które chcę zrealizować w wakacje (to jednak dosyć nudny temat). Mam nadzieję, że szybko do was znów wrócę, i że ten post nie jest jakiś okropny. W każdym razie - kocham was! Do jak najszybszego zobaczenia, buziaki xx

czwartek, 14 kwietnia 2016

Spriiiiing

Hejka!
Z pewnością wszyscy widzimy już za oknami pierwsze oznaki wiosny. U mnie dziś pada deszcz (kocham deszczyk), ale wczoraj świeciło piękne słońce. Czuję się bardzo dobrze, coraz bliżej do wakacji. Uwielbiam tą śliczną, zieloną wiosnę. Na drzewach zaczynają się pojawiać liście, rosną kwiaty, a że pogoda jest kapryśna - na to nic nie poradzimy. Czekam na upragnione słońce, bo wtedy łatwiej wstać do szkoły, odrobić zadanie, oddychać i w ogóle żyć. 
W co warto się zaopatrzyć na wiosnę?
Parasol i płaszcz przeciwdeszczowy, jakąś lżejszą kurtkę, cieńszy szalik i czapkę, adidasy czy inne mniej ciepłe, lekkie buty.
Ja zrobiłam dziś sałatkę owocową z banana, mandarynki, winogron, truskawek i kiwi. Kwitną moje ulubione drzewa, magnolie. Jutro pójdę po więcej truskawek i wyczaruję pyszny koktajl.
Wróciłam też z jednego z moich najulubieńszych sklepów - h&m'u - i to by było na tyle jeśli chodzi o oszczędzanie pieniędzy. Niestety mój telefon ma paskudną jakość i pomimo moich usilnych prób zrobienia zdjęć nie wyszło mi:( dodam tylko, że kupiłam bluzkę Nirvany, zwykłą szarą koszulkę, spodenki, spódniczkę i coś typu crop top.
O czym nie można zapominać w ten piękny czas?
O wychodzeniu na pole!
Serial, szkoła, sprawdziany, social media... to wszystko powoduje, że po prostu nie chce nam się wyjść. Mówiąc szczerze, sama kiedyś taka byłam i teraz mam niedobór witaminy D3 i muszę jeść paskudne leki, nie polecam. Ale uwierzcie mi, warto spędzić czas ze znajomymi w parku, wyjść z młodszym rodzeństwem na lody, pójść z psem na dłuższy spacer czy nawet pouczyć się na podwórku. Moimi ulubionymi formami ruchu są rolki, jeśli macie skakanki, rower czy deskorolkę, to też będzie super. To ogromna frajda, od razu polepsza się humor!
Jeśli zaś chodzi o słodycze (jestem fanką galaretek, gofrów i lodów) do wszystkiego dodaję owoce. Trzeba korzystać, bo nim się obejrzymy znów będziemy za nimi tęsknić.
Podsumowując, wiosna to dar od bogów, w końcu jest cieplej, poprawiają się nam humory i warto jak najlepiej spożytkować ten czas!
Ja za chwilę idę spać, ponieważ jestem straaasznie padnięta i gdybym chodziła później nie potrafiłabym zwlec się z łóżka.
Na koniec notki chcę wam poprawić humor :D do wakacji zostało *dum dum duuum* 70 DNI! W tym 48 DNI bez świąt i weekendów! Damy radę ♥ papa!

środa, 23 marca 2016

Life goals

Hejka
W sumie dawno mnie tu nie było, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Musiałam zająć się nauką, swoją przyszłą karierą oraz tysiącem innych Bardzo Ważnych Spraw.
Z racji tego, że nie potrafię wytrzymać do końca notki, utwory do przesłuchania dam wam teraz (niektórzy z was je pewnie znają, inni nie, ale posluchajcie)
Szczerze mówiąc, stęskniłam się za wami tak bardzo bardzo bardzo :( ale niestety, życie potrafi płatać nam figle.
♥♥♥
Czy wy też macie swoje goals? Założę się że tak. Moje są czasami takie dziwne, nie wierzę, że w ogóle zaliczają się do marzeń. Wiem, że na pewno będę je chciała zrealizować.
ZREALIZOWANE
❀ Moim takim wielkim goalem było zajęcie pierwszego miejsca w konkursie wokalnym i założenie zespołu. I co? I udało mi się!
❀ Zawsze chciałam być harcerką, dostać krzyż, barwy drużyny i pojechać na obóz. Obecnie już czwarty rok siedzę w ZHP i zdążyłam zapuścić korzenie. (tutaj pozdrawiam Jagodę, która dopiero rozpoczyna swoją wielką harcerską przygodę).
❀ Kiedy byłam mała, bardzo chciałam nauczyć się podrzucać naleśniki, serio. I nauczyłam się, chociaż do tej pory dziwnym trafem znajdują się nagle na ziemi.
❀ Następnym celem, który zrealizowałam, był pocałunek z moim chłopakiem. W piątej klasie, ale wspomnienia - i to miłe - pozostały.
❀ Wyjazd do Włoch. Byłam w nich rok temu, oczarowałam się fauną florą, pizzą, słońcem, wyglądem miasteczek i lodami. Mam wielką nadzieję, ze jeszcze kiedyś tam wrócę!
NIEZREALIZOWANE
❀ Chcę mieć tatuaż. Może to i głupie, może przez to nie znajdę pracy, ale nie odpuszczę sobie tego - jestem baardzo uparta. Chciałabym mieć serduszko na palcu u ręki, konstelację gwiazd na obojczyku, lilijkę harcerską na nadgarstku i wzory kwiatowe, chociaż jeszcze nie mam pojęcia gdzie. Wiem, wiem... jestem młoda i tysiąc razy zmieni mi się koncepcja. Ale kto wie? Może coś jednak zostanie.
❀ Zostanie lekarzem. Onkologiem dziecięcym albo kardiochirurgiem, właśnie to chciałabym kiedyś robić. Pomagać innym, leczyć, operować, doceniać cud ludzkiego życia.
❀ Moim marzeniem jest założenie własnej przytulnej restauracji. Z typowymi fartuszkami, kolorowymi chusteczkami, wymyślnym menu i niskimi cenami. Takiej uroczej.
 ❀ Chciałabym wsiąść w autobus i pojechać przed siebie. Tak po prostu.
 ❀ Przeczytanie wszystkich interesujących książek - i już wiem, skąd te wory pod oczami.
 ❀ Opanowanie gry na fortepianie i gitarze - fortepian już zaczęłam powoli odkrywać, na gitarę przyjdzie czas.
 ❀ Znalezienie miłości. Kto nie chciałby mieć osoby, dla której byłby najważniejszy, ciągle przytulany i bezpieczny?
 ❀ Chciałabym pojechać do Disneylandu, wygrać kucyka pony, kupić watę cukrową i pobawić się na tych wszystkich bajkowych urządzeniach.
 ❀ Pojechanie na dużą ilość koncertów ( w tym Woodstock, Opener i koncert Ari) w niezastąpionych glanach.
 ❀ Chodzenie na siłowni, ale za to zabiorę się...cóż, jeszcze nie teraz. Ale wiem dokładnie kiedy, na razie jednak nie chcę zapeszać.
 ❀ Chcę po prostu uratować komuś życie. I mam nadzieję, że sposobność się kiedyś zdarzy.
 ❀ Robienie zdjęć, którymi będę usatysfakcjonowana. Na razie nie jestem.
 ❀ Moim celem jest wydanie książki - może być nawet za 10 lat, ale ja po prostu chcę to zrobić.
 ❀ Chcę - gdy będę mieć to swoje 75 lat 0- pomyśleć, że dobrze przeżyłam te lata, uśmiechnąć się, powspominać i być z siebie dumna.
♥♥♥
Każdy ma swoje goale życiowe, mam też nadzieję, że wszyscy dążą do ich realizacji. Bo, jak to ostatnio przeczytałam, "Czasami trzeba samemu strącać gwiazdy, aby spełniały nasze życzenia." 

sobota, 20 lutego 2016

Silna wola to podstawa. Stay strong ♥

hejka naklejka
jem tosty siedząc przed komputerem i czuję jak przybywa mi dodatkowych kilogramów tu i ówdzie. No cóż, miłość do jedzenia zawsze wygrywa. 
A właśnie, zrobiłam wczoraj sama pizzę i nie spaliłam kuchni!! Czuję się wygrywem życia.
♥♥♥
Często sobie powtarzam "odpuść sobie. Po co ty to robisz? Wiesz, że to nic nie da". Po prostu się demotywuję, sama, z własnej winy. Ale walczę; owszem, narzekam, jednak w pewnych kwestiach mam okropnie silną wolę. Nie potrafię zaakceptować tego, że nie umiem pewnych rzeczy. Od najmłodszych lat próbowałam się nauczyć tańczyć, zrezygnowałam dopiero po 4 latach, kiedy zrozumiałam, że to nie dla mnie. Nie lubiłam się ruszać, byłam sztywna, plątały mi się nogi, nie miałam dobrej koordynacji ruchowej. Po każdych zajęciach przychodziłam do domu w okropnym humorze. Twierdziłam, iż jestem beznadziejna, ale kiedyś się nauczę, będzie lepiej. Przecież to dopiero rok, dwa lata, trzy lata.. no właśnie. Rok za rokiem mijał, a ja pozostawałam taka sama. Byłam w stałym konflikcie z samą sobą, nie chciałam się poddać, to było takie nie w stylu upartej małolaty z pulchniutkimi nóżkami. W końcu zrozumiałam: nie jestem beznadziejna, nie powinnam się obwiniać, nie mogę być utalentowana w każdej dziedzinie, brak gracji nie wyklucza mnie z bycia człowiekiem. Nie uważam, że dałam za wygraną. Co to, to nie. Po prostu zmądrzałam, dojrzałam do tego, żeby poszukać innej pasji. Walczyłam godnie do końca, silna wola dawała o sobie znać po kolejnych próbach. Lecz - żeby było jasne - nie odpuściłam sobie przygody z muzyką. Entuzjastycznie zaczęłam rozwijać się w dziedzinie śpiewu. Wytrwałam w tym do dziś, mam własny zespół i stos dyplomów za wysokie miejsca w konkursach. Uprzedzam, nie chcę się chwalić; stwierdzam fakt osiągnięty przez długie lata ćwiczeń.
Czym w ogóle jest silna wola? Upór w dążeniu do celu, wytrwałość, nie uleganie różnym pokusom szkodzącym wygranej, wiara w osiągnięcie celu i niezłomność.
Co jest potrzebne do posiadania silnej woli? Motywacja.
Najpierw trzeba wyznaczyć sobie cel, pomyśleć o marzeniu, następnie ćwiczyć do upadłego, próbować, upadać, podnosić się i iść dalej. Raz się nie uda i chcesz zrezygnować? owszem, możesz, to twój wybór. Ale w ten sposób niczego nie osiągniesz. Mogłabym pisać różne słodkie rzeczy "nie martw się misiu, to nic, jutro będzie lepiej, poszukaj innego celu" ale nie o to tu chodzi. W tym rzecz, żeby wstać następnego dnia rano, harować do południa, w południe stwierdzić, że to nic, że jeszcze się nie udało i pracować do wieczora. Ładny brzuszek do lata nie wyrobi się sam (apel do mnie i mojej Żelusi Nelusi, Madzi i Fausti), gitara sama nie zagra ulubionego hitu idola. Niestety, od nas zależy wszystko. Nasz los jest w naszych rękach, nie w babci, mamy, nauczyciela, przyjaciółki czy wujka. Jest nasz, jedyny i niepowtarzalny. Nie możemy go puścić, oddać, zaprzepaścić szansy na sukces.
Silna wola jest cholernie ważna, bez niej nic się nie uda. Co mogę poradzić na jej brak? Nic, bo każdy ją ma, trzeba ją tylko odkryć i wyćwiczyć. Zamiast pisać tą notkę, mogłabym spać. Ale wolę pisać, zarwać noc. Nie zrezygnuję z tego, jestem silna. Dam radę. Jak ćwiczyć silną wolę? Próbować. Uczyć się, trenować, wstawać. Codziennie stawać na lodowej tafli, trzymając się barierki i przesuwać nogi ubrane w łyżwy. Codziennie odpalać filmiki z cardio na youtube, wykonywać ćwiczenia. Cieszyć się każdym małym sukcesem, szukać inspiracji. Nie niszczyć samego siebie.
W pewnym momencie, po pewnym czasie możecie stwierdzić, że coś nie jest po prostu dla was. Nie każdy ma słuch muzyczny czy płuca dobre do biegania. Czasem warto zrezygnować, żeby nie zniszczyć siebie. Tak, też zrezygnowałam z tańca, ale na korzyść śpiewania. Jest milion zainteresowań, kółek tematycznych - może akurat w następnych będziecie mistrzami?
Co mnie motywuje do zarywania nocek, spędzania ich nad książkami z biologii, studiowaniem ciała człowieka, oglądania filmów dla początkujących, młodych lekarzy? Ludzkie życie.
Marysia ma marzenia, uwielbia jazdę konną, ma przyjaciółkę i kwiatka, o którego codziennie dba. Pewnego dnia dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora. Kto próbuje ją ratować? Lekarze. Uśmiech człowieka, który wyleczył się z białaczki, łzy szczęścia dziewczyny, której po chemioterapii zaczęły odrastać włosy - to wszystko sprawia, że chcę brnąć w to dalej. Nie pozwolę na to, żeby Marysia umarła. W przyszłości dostanę się na studia, ukończę je i będę bohaterem. Będę ratować ludzkie życie, największy dar.
♥♥♥
To wszystko, co miałam wam do przekazania. Trzymajcie się ciepło i nie zrezygnujcie ze swoich celów, wiem, że macie silną, cholernie silną wolę.
Spełnijcie marzenia dla siebie i dla mnie.
Kocham was!

poniedziałek, 15 lutego 2016

sprzątanie pokoju czyli zmora młodzieży

Hejka :)
Jak zwykle jest już wieczór, dosyć późno, status: są już ferie.
 Wróciłam z biwaku, jestem dosyć zmęczona po całym dniu. Ale zostało mi jeszcze niestety jedno koszmarne, naprawdę znienawidzone przeze mnie zadanie: posprzątanie pokoju. *powiało grozą*
W sumie, przydałaby się też melodia organów z horrorów. 
Jak posprzątać pomieszczenie, gdzie nie widzę dywanu, na krzesłach leżą ubrania, na biurku mam tony książek, szafa się nie domyka (skutek okropnego nawyku zwijania rzeczy w kulki i upychania), na stoliku leżą kubki po kawie i jogurtach, a w całym bałaganie zgubił mi się pasek i ładowarka?
Ale...przyszłam ze szkoły...z zajęć dodatkowych...i mi się nie chce. Zrobię jutro. W weekend. No, następny. Odkładam i odkładam, a odkładanie nic nie daje. Dlaczego to akurat ja musiałam urodzić się bałaganiarą?!
Po pierwsze i bardzo ważne: wyłącz wifi, wycisz telefon
wiadomo, że jeśli będą ci ciągle przychodzić powiadomienia z fb i smsy od niecierpliwiących się koleżanek, dasz za wygraną, weźmiesz do ręki komórkę i zapomnisz o obowiązku.
Serio, nawet jeśli myślisz, że dasz radę się powstrzymać to w końcu chęć zobaczenia jednej wiadomości (w porywach do 10, 100, 1000...) zniweczy twoje plany.
Po drugie i też ważne: szafki i pudełka
kiedyś bardzo upierałam się na tumblr pokój (jeśli wiecie o co mi chodzi haha) no i nie chciałam żadnych pudeł na drobiazgi, szafek do których mogłabym włożyć książki, przybory szkolne, nie miałam żadnych schowków na potrzebne rzeczy. I cóż, większość się gubiła w ogólnym chaosie, bo wszystko musiało leżeć na dywanie/łóżku/stoliku. W końcu nadszedł ten piękny dzień gdy zmądrzałam i kupiłam porządne, ładne wyżej wymienione meble. Nareszcie wiem, gdzie co mam, rzeczy magicznie nie znikają i mam porządek (no, dobra, względny porządek. Teoretycznie)
Po trzecie i tak samo ważne: asertywność
w sumie nie wiem, czy to najbardziej trafne słowo, ale chodzi mi o to, że nie może być ci szkoda każdego guzika od starych spodni czy kolejnego kurzącego się delfinka na półce. Takie rzeczy zagracają ci pokój i nie ma sensu trzymanie ich, skoro denerwują cię tym, że nie masz miejsca na postawienie kroku. Czas na zmiany!
Po czwarte i konieczne: ekwipunek
Sprzątanie bez odkurzacza, ścierki, mopa i kosza na śmieci jest wykluczone. Nic bez nich nie zdziałasz! Dodatkowo przyspieszą twoją pracę i niemalże wyręczą, a przecież o to ci chodzi.
A, i jeszcze moja super rada która jest naprawdę super radą - włącz sobie muzykę, słuchanie jej podczas sprzątania poprawia humor i zagrzewa do dalszej pracy.
Po piąte i ostatnie: estetyka
Przyjemnie ci mieszkać w takim brudnym, śmierdzącym pokoju? Nie wiesz, gdzie leżą twoje skarpetki i próbujesz odszukać pilota od telewizora bo zaraz zaczyna się twój ulubiony serial, ale zmagania są bezskuteczne. Jak zaprosić przystojnego kolegę do takiego fuj fuj pokoju, przecież przestraszy się i ucieknie. Zresztą, jeśli oddalasz sprzątanie na coraz to dalszy termin, to masz coraz grubsze warstwy kurzu na półkach. A tego nie chcemy, prawda?
♥♥♥
Okej, to już wszystkie rady. Idę się naprawdę brać za porządki, bo mama zaraz zabije mnie wzrokiem. Miłego wieczoru!
 

środa, 3 lutego 2016

ferie 2016 & Twój dziennik

witam wszystkich
jak zwykle mam dużo nauki, niepozbieranych do kupy myśli i pustych kubków po kawie. Słucham swojej superhiperwyjątkowejewah playlisty i próbuję się skupić na notce. Co chciałabym zrobić na feriach? Cóż, moje plany na te dwa tygodnie które i tak miną jak dwa dni, mam dosyć konkretnie zaplanowane. Pojadę na biwak harcerski, będę ćwiczyć grę na instrumentach, pouczę się, spotkam z przyjaciółmi, napiszę posty, przeglądnę youtube, pójdę na zakupy (potrzebne mi jakieś jeansy i wyjściowa bluzka/sweter), pójdę na spacer, zrobię zdjęcia, przeczytam książkę, oglądnę serial... pomysłów mam mnóstwo, ale pewnie większości i tak nie zrealizuję. Dlaczego? Bo jestem typem osoby, która ma słomiany zapał do wszystkiego. Kupuję farby i nie maluję, bo mi się odechciewa. Pożyczam podręcznik o gitarze, ale nigdy nie dotykam tego instrumentu, bo przecież uczę się już grać na dwóch więc kolejny jest bez sensu. Tym razem postanowiłam, że będzie inaczej. Na całe szczęście nie jestem typem osoby śpiącej do południa; zwykle wstaję w okolicach ósmej. Mam cały dzień na robienie czegoś niesamowitego! Tylko... no właśnie, czego? Kiedy już zrobię plan działania, stwierdzam, że dziś odpocznę, a jutro zacznę z wielką mocą. Tylko że sytuacja się powtarza - codziennie, do końca wolnego. Ferie zaczynam 15 lutego, dlatego miałam dużo czasu na porządne zastanowienie się nad tym. Z doświadczenia wiem, iż jeśli zaplanuję sobie wszystko co do sekundy, nie będę miała z tego żadnej frajdy a ferie zlecą jeszcze szybciej (chociaż to bardzo trudne). Dlatego postanowiłam w punktach zanotować w swoim kalendarzu to, co danego dnia chcę zrobić. Nie określiłam godziny, sposobu. Po prostu chcę zrobić to, co zaplanowałam. Jestem bardzo zadowolona ze swojego pomysłu i jeśli się zmobilizuję, na pewno uda mi się skreślić wszystkie punkty z mojej listy.
Czego użyłam do zapisywania punktów?
Uwielbiam książki Reginy, polecam także "Bóg nigdy nie mruga" i "jesteś cudem".
Ta zrobiona jest w formie kalendarza; w środku znajdują się sentencje, można coś dopisać bądź dorysować, na każdy miesiąc przeznaczona jest historia autorki (większość związana z Polską).
Codziennie rano i wieczorem oraz jeśli zajdzie potrzeba - w ciągu dnia, zaglądam do niego i zapisuję co muszę zrobić. W efekcie o niczym nie zapominam i mogę przeżyć dzień postępując według punktów. 
Polecam także zastosować go jako organizer czasu w ciągu roku szkolnego. Gdy przychodzisz do domu, jesz obiad, oglądasz serial ćwiczysz, idziesz na zajęcia dodatkowe, ogarniasz social media, włączasz yt, czytasz książki, spotykasz się ze znajomymi...słowem, robisz wszystko, aby nie tknąć podręczników. Cóż, sama też tak mam - po lekcjach idę na kilka godzin na zajęcia dodatkowe i potem włączam wifi. Niestety, następnego dnia dostaję złą ocenę z kartkówki. 
Jak poradziłam sobie z problemem?
Zapisuję w dzienniku plan działania: obiad, zajęcia, nauka i dopiero zabawa. Oczywiście, muszę się tego trzymać - wiadomo, że muszę się tego trzymać i sam wpis nie wystarczy. Jednak zapisanie polecenia własnoręcznie, złożenie pod tym podpisu, przeczytanie kilkukrotnie baaaardzo pomaga. Po kilku dniach weszło mi to w nawyk i nie potrafię funkcjonować inaczej. Naprawdę źle się czuję, jeżeli nie odrobię zadania i uprzednio włączę internet. 
A, no i z takich bardziej błahych spraw: chciałabym zacząć robić brzuszki bądź inne ćwiczenia na brzuch. Także możecie trzymać za mnie kciuki żebym po kilku dniach nie przestała trenować! Pierwsze wyzwanie: zrobię tyle brzuszków, ile będę mieć wejść na tą notkę. Kocham was!


sobota, 23 stycznia 2016

stay positive

Siemka
W sumie to... nie wiem, o czym wam dziś napisać. Jest już późno, czas na przemyślenia. Siedzę w swojej piżamce, z myślą, że jutro muszę rano wstać. Mam egzamin w szkole muzycznej, bardzo się stresuję. Stres. Czym w ogóle jest stres? Obgryzaniem paznokci, bólem brzucha, pocącymi się rękoma? Też. Najgorszy jest strach przed tym, co będzie jutro, za rok, miesiąc. Martwienie się na zapas tym, co przyniesie nowy dzień. Zastanawia mnie, co zrobi taki człowiek, gdy już nadejdzie to "kiedyś" i nic nie będzie takie, jak miało być. Plan na życie się nie zgodzi, część problemów dzięki którym nie spał w nocy w ogóle nie będzie mieć miejsca, koleje losu zaprowadzą go zupełnie nie tam, gdzie według siebie miał się znaleźć. Może wpadnie w tarapaty, jego świat się zawali, może spełni marzenia albo spotka wielką miłość. Tego nie wiemy. Nikt z nas nie wie co będzie się z nim działo w przyszłości. To jednocześnie przeraża i ciekawi, daje nadzieje i nowe powody do stresu. Jak wypadnie mi egzamin? Przecież tak mało ćwiczyłam, tyle jest do poprawienia, ale już nie mam czasu. Ale nawet jeśli nie zdam, pomylę się, zawalę (przecież wszystko może się wydarzyć!) to czy nagle zgaśnie słońce, ludzie stracą wzrok a pszczoły wyginą? Nie. Nie uda mi się, trudno, poprawię. Nic się nie stanie, musimy przyzwyczaić się do niepowodzeń. Iść dalej, podnosić się. To nie lada wyczyn, ale każdy ma siłę, by temu podołać. Warto mieć przy sobie czyjeś ramiona. Wyciągnąć wnioski, więcej ćwiczyć, zrobić to lepiej, wkuć na sprawdzian z historii, wziąć się w garść i żyć dalej. Chyba nie zamierzasz stać w miejscu, bo coś nie wyszło? Uwierz mi, masz na tyle siły, bo stawić czoła przeciwnościom losu, uśmiechnąć się i naprawić błędy. 
"Jeśli nie porzucisz przeszłości, ona zniszczy Twoją przyszłość. Żyj tym, co oferuje teraźniejszość, a nie tym, co zabrała przeszłość."
Warto o tym pamiętać, życie jest tego warte, mamy prawo je godnie przeżyć, bez patrzenia w tył. Ja staram się nie rozpamiętywać co było kiedyś, nie myśleć o ludziach których już nie ma, zdarzeniach które nigdy się nie powtórzą. Kolekcjonuję dobre, a nie złe chwile. Uwierzcie mi, łatwiej jest wtedy żyć oraz oddychać. Lepiej w ogóle się nie stresować ani nie smucić, prawda?
Post był krótki, ale mam nadzieję, że efektywny. Nie potrzebowałam się jakoś okropnie rozpisywać, przekazałam to, co chciałam. Do następnej notki moi kochani!

środa, 20 stycznia 2016

pasje, talenty, marzenia czynią człowieka wyjątkowym i szczęśliwym. Let's be the best!

Witam!
pozdrawiam znad kawy (mam czadowy kubek w pandy przez co picie jest dużo przyjemniejsze!), podręcznika do biologii oraz kolorowych notatek. Właśnie ładuje mi się odcinek dr House'a (serial życia, polecam). W przyszłości chciałabym pójść na medycynę, dlatego robię wszystko żeby dostać się na te jakże trudne studia.
Tradycyjnie wklejam zrobione przez siebie zdjęcie.
Temat dzisiejszej notki to pasje. Prawie każdy człowiek ma jakąś, a jeśli nie ma to po prostu jeszcze jej nie odkrył. Oczywiście nie wolno się poddać - to najwyższy czas na walkę z lenistwem i poznanie siebie. Jedni grają na gitarze, drudzy hodują ryby, inni tańczą, jeszcze inni śpiewają. Praktycznie każde miasto czy ośrodek kultury oferuje zajęcia z zakresu rysunku, teatru, nauki śpiewu, gry na instrumentach oraz tańca. Ja uczęszczam do szkoły muzycznej i niektóre osoby stamtąd mają do mojego miasteczka pół godziny drogi, ale to nie przeszkadza im w realizowaniu pragnienia, jakim jest gra na danym instrumencie. Chodzę także na zespół, moje koleżanki (oraz ja) bardzo często robimy próby, występujemy na konkursach wokalnych, przeglądach, jeździmy po całym województwie, organizujemy koncerty i śpiewamy na najróżniejszych wydarzeniach. Nie przepuszczamy praktycznie żadnej okazji aby się zaprezentować. Teraz przygotowujemy się do wielkiego koncertu w pobliskim domu kultury i konkursów. Nasza praca na początku była trudna, ale opłaciła się. Miałam najłatwiej ze wszystkich, gdyż uczyłam się śpiewać już od pięciu lat więc mój głos był wyćwiczony, ale niektóre zaczynały od zera. Pomagałam im jak tylko mogłam, aż w końcu nasze głosy zsynchronizowały się i nauczyłyśmy się techniki prawidłowego śpiewu. Teraz możemy prezentować efekty na scenach. Oprócz mojego zespołu, działam indywidualnie. Biorę udział w różnych przeglądach, czasami coś zdobywam. I teraz dochodzimy do puenty naszej historii: na początku nie umiałam nic, o dostaniu wyróżnienia nie było nawet mowy. Nie wiedziałam, czy polubię śpiewanie. Po dwóch lekcjach miałam dość, męczyłam się. Z pomocą przyszły niezawodne przyjaciółki, które zawsze mi dopingują i cieszą się moimi sukcesami. Wykonywałam ćwiczenia, ośpiewywałam się, powoli czułam, że zaczynam panować nad głosem. Wszystko dzięki systematycznej nauce. Teraz, po już siedmiu latach mogę stwierdzić, iż śpiewam całkiem nieźle, mam całą teczkę dyplomów, a moje pierwsze pieniądze dostałam za pierwsze miejsce w konkursie wokalnym. Niemożliwe byłoby to, gdybym nie zaczęła ćwiczyć. Gdybym po tych dwóch lekcjach się poddała i zrezygnowała, nie przeżyłabym tylu wspaniałych rzeczy, nie poznałabym tylu świetnych ludzi, nie zajęłabym tylu wysokich miejsc. Jestem z siebie naprawdę dumna - pokonałam bariery, lęki, lenistwo, rozpacz i osiągnęłam swój własny sukces, na który ciężko pracowałam. 
Każdy może osiągnąć wiele, naprawdę bardzo wiele, jeśli tylko znajdzie rzecz która go zainteresuje. Lubisz gotować? Zaopatrz się w książkę z przepisami i kup składniki, ugotuj obiad i zaproś rodziców- nie musisz od razu zostać światowej sławy kucharzem!
Kręci cię fotografia? Idź na spacer i rób zdjęcia dosłownie wszystkiemu, wypożycz książkę o fotografii, po kilku miesiącach dojdziesz do wprawy.
Rzeczą, którą nie możesz się przejmować (naprawdę, nie wolno ci tego robić!) to przejmowanie się opiniami zawistnych ludzi. Wiadomo, na pewnym etapie swojej kariery spotkasz się z hejtami na swój temat - ludzie po prostu ci zazdroszczą, bo sami nie osiągnęli tego co ty. Zastosuj swoją tajną broń - oddaj się pasji, załóż słuchawki na uszy, w końcu to oni mają problem i to ty będziesz się z nich śmiać. 
Pamiętaj, że nie jesteś sam - masz przyjaciół i rodzinę. Jeśli zdecydujesz się na tańce, poznasz masę nowych osób, które kochają to, co ty. Możesz zapytać ich o dręczące cię kwestie, wyżalić się, posłuchać rad na dany temat - oni przeżywali bądź przeżywają to samo co ty. 
Musisz po prostu zagryźć zęby i walczyć. Droga do sukcesu nie zawsze jest usłana różami, choć przynosi wiele radości jeśli nie jest wymuszona. O ile coś lubisz, tym większą frajdę będziesz mieć, gdy się tego nauczysz. Uwielbiasz karate? Kiedy dostaniesz kolejny pas świadczący o poszerzeniu się twoich zdolności, będziesz wniebowzięty, ponieważ sam to wypracowałeś.
Pasja wiąże się często także z poświęceniami. Trochę mniej czasu dla znajomych, na naukę czy komputer. Ale sam dobrze wiesz, że nie chcesz być noł lajfem, marzenia są bardzo ważne, ważniejsze niż cokolwiek innego. Podstawą jest dobra organizacja. Będziesz miał czas na wszystko, jeśli dobrze rozplanujesz dzień. Nie martw się, że coś zawalisz - codziennie po pół godziny ćwicz na fortepianie, nie przejmuj się, jeżeli nie będzie ci od razu wychodzić, nie będziesz miał czasu na ćwiczenie utworu nawet kwadransa - ważne są chęci, silna wola, fakt, że nie odpuściłeś, a jutro będzie lepiej i zagrasz ten trudny takt. 
♥♥♥
Pasja ma być przyjemnością, tak jak dla mnie jest to śpiew, szkoła muzyczna, zespół i harcerstwo. Nie przeszkadza mi to, że codziennie mam zajęcia dodatkowe. Oprócz tego codziennie czytam książki, interesuję się biologią i oglądam ulubiony serial. Moje oceny też nie są najgorsze. Wszystko da się zrobić, wszystko jest dla ludzi. Trzymam za ciebie kciuki (z całej siły!), zajmij się realizacją swoich marzeń, przełam wewnętrzne bariery i rozwijaj talent, poszukuj go. Wszystkiego co najlepsze!
Ps. tak zaabsorbowałam się notką, że kawa mi wystygła. Cóż, czas wrócić do biologii. Kiedyś zostanę drugim dr House'm mówię wam to!

sobota, 16 stycznia 2016

How to be happy

Siemaneczko!
Pierwsza połowa stycznia za nami, wiecie co to oznacza? Według optymistów: ferie, śnieg, coraz bliżej wiosny i wakacji! Według pesymistów: zimno, chlapa na drodze, trzeba wstawać do szkoły, poprawiać oceny, do wakacji jeszcze taaaaak długo, istny koszmar. Niestety, w dzisiejszych czasach ta druga grupa jest dużo liczniejsza i wszyscy musimy przyznać, że narzekamy. 
(oto zdjęcie uroczego sobotniego poranka, które wyszło trochę nijako ale stanowi fajny przerywnik w notce)
♥♥♥
Myślę, że każdy choć raz zastanawiał się nad tym, jak być szczęśliwym i czy istnieje recepta na szczęście. Otóż muszę was rozczarować. Nie ma jej. Wybaczcie, jeśli zniszczyłam waszą nadzieję, ale nie zamierzam nikomu mydlić oczu. W żadnym poradniku dla opornych, książkach wybitnych pisarzy, pięknych piosenkach i długaśnych wierszach nie znajdziecie odpowiedzi na to pytanie. Mimo to, można uczynić szczęśliwym siebie, swoje życie i ludzi wokół.
Wiadomo, że jeśli wstaniecie z przekonaniem "dzień będzie okropny, dostanę pałę ze sprawdzianu z fizyki, zbłaźnię się przed klasą i na pewno poślizgnę się na drodze" to nie będziecie mieli dobrego humoru. Ponadto, żaląc się o najmniejsze głupstwo koleżance, będąc uszczypliwym dla innych i marudząc, zepsujecie nastrój innym. Nie trzeba od razu tryskać energią, uśmiechać się do wroga numer jeden i śmiać się ze złej oceny. Wystarczy rano stanąć przed lustrem, powiedzieć "uda mi się! ten dzień będzie super! teraz pójdę na pyszne śniadanko, zaliczę test z biologii a po lekcjach pójdę z Anką na kawę!". Myślenie o miłych rzeczach bardzo, ale to bardzo pomaga. Skup się na tym, co w danym momencie jest najważniejsze i nie przejmuj się potknięciami.
Nie będziesz mieć dobrego humoru, jeśli zarwiesz noc lub zafundujesz sobie głodówkę. Musisz spać chociaż te kilka godzin i zdrowo się odżywiać, inaczej stale będziesz przygnębiony oraz poirytowany. Twoje myśli skupią się na tym, że jesteś śpiący i głodny, przez to nic ci nie wyjdzie.
O złą pogodę, dwóję z odpytywania, przypalony obiad nie obwiniaj siebie ani innych. Owszem, trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny, ale wmawianie sobie "jestem beznadziejna, nie umiem zrobić budyniu z torebki" czy też "przez Ankę i jej problemy sercowe z Mateuszem w roli głównej zapomniałam się nauczyć" niczego nie zmienimy. Zostaw w spokoju wyczyny kulinarne i biedną Anię, odpuść sobie i zwyczajnie wyluzuj. Nie wyszło, poćwiczę, wyjdzie następnym razem, dziś kupię drożdżówkę, zaproszę Ankę na podwójną randkę, poprawię ocenę. Nie rób wyrzutów, to do niczego nie prowadzi - przeciwnie, stajesz się smutny.
Niektórzy budują niewidzialny mur, słuchają przybijających piosenek, odgradzają się od świata, przepłakują noce zawinięci w kocyki i nie potrafią cieszyć się dosłownie z niczego. W takiej sytuacji nie można się coraz bardziej odgradzać, oddychać powietrzem ulubionego bohatera serialu i mówić, iż jest się nieuleczalnie pechowym oraz nieszczęśliwym. Nic bardziej mylnego! Musisz iść dalej. Kup czekoladę, nową bluzkę, idź na spacer, pogadaj ze swoją Anką, wyłącz komputer, znajdź sobie pasję. Po prostu nie myśl o niemiłych sytuacjach i o tym że jesteś przybity. Rób wszystko, aby nie przyciągać do siebie negatywnych myśli.
Najgorsze, co możesz zrobić to życie przeszłością i użalanie się nad sobą. Chłopak cię rzucił? To koszmarne, ale spójrz w niebo. Słońce nie zgasło, chmury nie spadły nagle na ziemię. Spakuj rzeczy które przypominają ci byłego, pójdź z Anką na imprezę i po prostu zapomnij. Nie informuj całego świata o tym że właśnie zdechł ci pies, nie zadręczaj znajomych tym tematem - uwierz mi, oni też mają swoje problemy i w końcu zaczniesz ich wkurzać.
Zrelaksuj się. Włącz dobry film, zjedz pizzę (z naszą Anką oczywiście), wyleguj się do południa, zrób to na co masz ochotę, a twój nastrój momentalnie się poprawi. 
Nie możesz zazdrościć szczęścia innym. "jej wszystko się udaje, ma najpopularniejszego chłopaka w szkole, jest bogata, mieszka w willi i ubiera tylko ubrania z najwyższej półki". Myślisz, że to wszystko wystarczy, by osiągnąć pełnię szczęścia? Jeśli tak, to grubo się mylisz. Nie wolno porównywać się do innych. Ciesz się, że drugiemu człowiekowi coś się udało - to daje nadzieję, że uda się także i tobie.
Nie bój się być szczęśliwym. Nie bój się zmian. W końcu, po burzy wychodzi tęcza. Wyciągaj wnioski i biegnij przed siebie, bo życie ci umknie. Nie bój się mówić o swoim szczęściu, często się uśmiechaj, zarażaj wszystkich swoim optymizmem.
"Opłacz to, wykrzycz to, a później weź się w garść, stań na nogi i zacznij żyć. Możesz żyć tak szczęśliwie, że głowa mała."
♥♥♥
Już czas na opublikowanie postu. Mam nadzieję, że weźmiecie sobie te rady do serca. A, i dziękuję naszej Ance za bycie przyjaciółką. Swoją drogą, masz bardzo ładne imię.

piątek, 15 stycznia 2016

Plany na 2016

Hejka hejka
postanowiłam że będę robić trochę zdjęć, żeby czasem wstawić coś na ig albo mieć co wsadzić do albumu.
Nie hejtujcie, zdjęcie robione starym samsungiem a więc jakość miksera, i dopiero uczę się robić w miarę dobre fotki.
W sumie sama nie wiem, o czym napisać notkę, ale po prostu chciałam ją napisać. Ostatnio stwierdziłam, że potrzebny mi jest jakiś organizer czasu, nie chodzi o powiadomienia w telefonie, tylko porządny dziennik. Prowadzę go od początku stycznia i pomógł mi świetnie zaplanować każdy dzień, także bardzo polecam tą metodę. 
A co u mnie? Przygotowuję się do egzaminów z instrumentów, konkursów wokalnych, staram się jak najlepiej uczyć i ogólnie jestem dosyć zapracowana, ale nie narzekam.
Moje postanowienia na 2016 rok są realne, myślę że uda mi się je spełnić.
Chcę podszkolić grę na instrumentach, nadal śpiewać, przeczytać jak największą liczbę książek, udzielać się w zhp, nadal pisać na blogu i nie przejmować się niczym. Oprócz tego, chciałabym w końcu upiec ciasta i zrobić pyszne desery, o których zjedzeniu już od dawna marzę. Myślałam też nad zainwestowaniem w coś lepszego do robienia zdjęć, ale odłożę to na następny (albo następny następny) rok, w którym będzie mnie stać na opłacenie sprzętu.
Na pewno nie chcę zataczać koła, stać w miejscu, cofać się, zamykać w schemacie, nie rozwijać dalej. Nie planuję zbyt wielu rzeczy, chcę, aby spotkało mnie jak najwięcej przygód. Uwielbiam robić wszystko spontanicznie - wtedy są najlepsze wspomnienia i radość.
Na mojej liście rzeczy do kupienia znajduje się opłacenie wyjazdów harcerskich i częściowo szkoły muzycznej oraz śpiewu. Nie zamierzam wydawać pieniędzy na ubrania, buty, fryzjera, kosmetyki. Na pewno część sumy przeznaczę na książki. Muszę zacząć oszczędzać, niestety.
Cóż, notka jest krótka, niezbyt ciekawa, można powiedzieć, że organizacyjna. Następna na pewno będzie konkretniejsza. Póki co, życzę miłego weekendu. Miłego tygodnia. Miesiąca. Roku. Życia.



piątek, 8 stycznia 2016

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać."

Hejka misie
Styczeń jest tak bardzo zabiegany że z ulgą przywitam nadejście lutego - chociaż próbuję cieszyć się każdym dniem. Na razie jednak mamy pierwszą połowę miesiąca i przychodzę do was z notką o przyjaźni. W sumie to temat rzeka i zastanawiam się, czy napiszę o tym, o co mi chodziło (zwykle odbiegam od tematu). Cóż, czas na pogadankę!
♥♥♥
Przyjaciel... kto to taki? Osoba, która poczęstuje cię ciastkiem? Skrzyczy, kiedy nie ubierzesz szalika? Zrozumie cię bez słów? Będzie stać za tobą murem? Myślę, że wszystkie te czynności można przypisać przyjacielowi, chociaż definicji przyjaźni jest tysiąc trafnych i żadna nie jest idealna. Bo tak naprawdę nie ma wzoru na przyjaźń. Nie ma regułki, wytycznych, które sprawią, że dostaniesz odznakę bi ef ef roku. 
To, co śmieszy mnie najbardziej, to pisanie w internecie postów typu "szukam przyjaciółki, musi lubić te same zespoły co ja, umieć tańczyć, mieć tyle i tyle lat." Kiedy to widzę to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Chyba coś mnie ominęło - od kiedy stosujemy zasady, jaki ma być przyjaciel? Nie rozumiem tego fenomenu. Szukanie na siłę ważnych osób jest bezcelowe. Zwykle takie znajomości bardzo szybko się kończą. Owszem, internetowi znajomi są fajni, skoro chcemy z kimś popisać to możemy o tym poinformować na forum, ale żeby od razu wyjeżdżać z przyjaźnią na całe życie, która musi trzymać się określonych reguł? To bezsens i głupota. 
Muszę przyznać, że gdyby nie przyjaciele, nie byłoby mnie tutaj. Rozpaczliwie potrzebuję bliskości. Innych rąk, które chwycą mnie i pociągną za sobą. Rozmów. Karmienia zaufaniem. Powiernika tajemnic. Kogoś dla kogo będę tą pierwszą i najważniejszą, kto nigdy mnie nie zostawi. Jeśli nie miałabym przyjaciół, w sumie nic nie miałoby jakiegokolwiek kierunku. Nie potrafiłabym utrzymać życia w ryzach. Nie uczyłabym się śpiewać. Nie zapisałabym się na ZHP. Nie umiałabym zrobić jajecznicy i przyszyć guzika. Nie zaliczyłabym testu z fizyki. Nie założyłabym bloga. Przyjaźń to jak bilet na księżyc. Kiedy czujesz że ktoś traci czas właśnie dla ciebie, nie odpisuje ci tylko z przymusu, pójdzie za tobą na koniec świata i nie odejdzie po pierwszej lepszej kłótni, wygrywasz. Szkoda mi ludzi, którzy nie mają się komu wygadać, zaufać, nie mają się do kogo przytulić. Ja przyjaciół potrzebuję jak tlenu, nawet bardziej. Byłam, jestem i będę im głęboko wdzięczna za to, kim jestem, gdzie jestem, co robię. Że się nie poddałam. Że byli przy mnie wtedy kiedy nie było nikogo. Czasami nie da się powiedzieć komuś o tym co się czuje - przyjaciele to zrozumieją i nie odejdą. Ważne jest, by oczekiwać od nich tego, co możemy dostać. I dawać w zamian tyle, ile się da. Noszę cząstkę każdego przyjaciela w swoim sercu, nieważne czy już go nie ma. Bo tak, ja też straciłam przyjaciela. Cenniejszego niż złoto. I nie chcę obwiniać siebie ani jego, po prostu to się skończyło. Bardzo za nim tęsknię, ale czasu nie wrócę, trzeba żyć dalej.
Dlaczego w ogóle zdecydowałam się napisać tą notkę? Przez piosenkę.

"It feels like there's oceans
Between me and you once again
We hide our emotions
Under the surface and tryin' to pretend
But it feels like there's oceans
Between you and me"

Ten cytat uświadomił mi, że muszę walczyć o przyjaciół, bo nigdy nie znajdę lepszych. Nie wymienię ich i nie kupię. Nie pozwolę na to, żeby oceany znalazły się miedzy mną a przyjacielem. Już raz tak się stało. Nie chcę, żeby zdarzyło się tak ponownie. Nie będę ukrywać emocji pod powierzchnią, tłumić ich w sobie, ale będę je wyrażać zawsze, szczere i czyste. Nie będę udawać, nie chcę. Przy tych na których mi zależy nie potrzebuję udawać.
♥♥♥
Życzę wam tego, żebyście znaleźli przyjaciół. Prawdziwych, nie fałszywych/ Na całe życie, nie krótką chwilę. Gwarantuję wam, że zapewnią wam największe szczęście, wsparcie i oparcie, jakiego doświadczycie w życiu.

czwartek, 7 stycznia 2016

who cares

Cześć Wam!
Wkroczyliśmy w nowy rok, pewnie z wielkimi nadziejami, planami i postanowieniami. 2016 odczuliśmy dość wyraźnie - w końcu na każdym kroku słyszeliśmy o sylwestrze, witryny sklepowe zapraszały na promocje, na każdym kanale zgrabne prezenterki radziły jaki makijaż nałożyć. Pewnie - jak i ja - jeszcze przez pewien okres czasu będziecie przy datach w zeszytach pisać "2015", ale to naturalny odruch. Co zaś się tyczy moich postanowień? Dążę do ich zrealizowania, te najważniejsze naprawdę postaram się spełnić. Co ciekawego u mnie? Jadę na intercamp i obóz letni (jeszcze nie na sto procent) z ZHP i mega się z tego powodu cieszę! Ogólnie wszystko u mnie w porządku, staram się nie przejmować błahostkami i dobrze przeżyć ten rok. 
♥♥♥
Ostatnio coraz częściej spotykam się ze zdaniami typu "jak ty możesz jej słuchać?" "serio, podobają ci się te buty?!" "jeśli lubisz ten serial nie istniejesz dla mnie". Naprawdę? Zastanawia mnie to czy ktoś naprawdę nie ma życia w takim stopniu, że żyje serialem, fandomem czy nadmiernie interesuje go moje własne życie. Nie rozumiem tego, że przez rzeczy tak trywialne jak niemodny/niefirmowy ubiór, znienawidzony zespół ktoś nie chce się zadawać z np, koleżanką z klasy. Śmieszą mnie ludzie, dla których najważniejszy jest CS, a jeśli w niego nie gram to znaczy że.... no właśnie. Czy to coś w ogóle znaczy? Czy to coś zmieni? Sprawi że będę szczęśliwsza, mądrzejsza? Buty z firmowym znaczkiem może i wyglądają ładnie, ale mój charakter nadal jest taki sam. Iphone z jabłuszkiem jest fajny i na topie, ale nic poza tym. Oczywiście, nie można też przesadzić w tą stronę, że totalni ignoraci przylepiają do osób z ciuchami od Diora łatkę snobów, chociaż nigdy ich tak naprawdę nie poznali. Rzeczy materialne nie zmieniają dosłownie nic. W internecie i nie tylko ciągle jest głośno o 'dramach' pomiędzy fandomami. Ludzie bardzo ingerują w życie prywatne osób, które podziwiają. Niestety, aż do tego stopnia, że zapominają o własnym i 24/7 śledzą portale społecznościowe (nie mogę przegapić zdjęcia na snapie, a jeśli usunie go zanim zdążę zobaczyć???). Buntują się, gdy idol ma nową dziewczynę. Denerwują się, jeśli album zostaje przesunięty, piosenka zmienia nazwę. Czerwienią się ze złości, jeśli coś idzie nie po ich myśli. Ale w tym całym szale nie potrafią pogodzić się z tym, że każdy ma swoje życie, poglądy, plany, marzenia i nie zamierza podporządkowywać się innym - znajomym czy nie. Nie chodzi o to, że celowo robią komuś na złość. Oni robią to, co do nich należy, spełniając swoje a nie cudze ambicje. To smutne, że ludzie nie potrafią zrozumieć tak prostej rzeczy. Kłócą się o to między sobą, wymyślając niestworzone rzeczy. Ręce mi opadają, jak słyszę lub widzę takie osoby. I mam dla was rady, które każdy powinien wziąć sobie do serca:
♥ Jeśli będziecie komuś mówić jak ma żyć, próbować go z kimś swatać, namawiać na koncerty, na które nie chce pójść, na siłę wyciągać z domu, wciskać mu do rąk książki, które go nie interesują albo po prostu wygłaszać "mądre" rzeczy o jego postępowaniu, nie oczekujcie wdzięczności czy sympatii. Owszem, jeżeli sytuacja jest poważna, a wam zależy na tej osobie, to jak najbardziej należy pomóc. Ale nie narzucać zdania - usiąść i na spokojnie porozmawiać przedstawiając swoje argumenty.
♥  Jeżeli sam jesteś przez kogoś instruowany i ktoś chce ułożyć ci życie, trzeba powiedzieć stanowcze nie. Chyba, że takie "popchnięcie" jest ci potrzebne. Nie myl rozkazywania z drobnymi sugestiami. Wysłuchuj uważnie zdań innych - może rzeczywiście powinieneś coś zmienić? 
♥ Boisz się, że inni ludzie będą się z ciebie śmiać bo robisz coś oryginalnego? Większość ludzi jest zaabsorbowana sobą i nie zwróci uwagi na twoje postępowanie. Ale zawsze znajdą się hejterzy i nimi naprawdę nie warto się przejmować. Pokaż im, że nie obchodzi cię ich zdanie i przestaną dokuczać. Według ustaleń psychologów - ludzie mają nas gdzieś więc róbmy, co chcemy!
♥♥♥
Tym akcentem kończę dzisiejszą notkę. Wydaje mi się, że znowu nie wyczerpałam tematu, czuję niedosyt haha. W każdym razie zajmijcie się sobą i rozwijajcie pasje, żeby jak najlepiej spędzić cudowny rok. Miłego wieczoru!