Siema elo trzy dwa zero!
Nie mogłam wytrzymać bez dodawania postów, dlatego zaraz po przyjeździe z obozu harcerskiego usiadłam przed laptopem. No, może nie zaraz - opowiedziałam rodzicom o swoich przygodach, rozpakowałam się i zrobiłam pranie. Dni są naprawdę gorące, pokochałam granity, shake'i oraz lody. Zaprzyjaźniłam się z okularami przeciwsłonecznymi oraz czapką. Nie ruszam się z domu bez kremu z filtrem oraz butelki wody. Wakacje mijają mi niezwykle szybko, niestety. Przecież wczoraj było zakończenie roku, a już niedługo sierpień! W tą sobotę wyjeżdżam na morze i wracam z początkiem sierpnia. Znów będę musiała Was opuścić na dłużej, a bardzo tego nie chcę :( ale z drugiej strony nie mogę się doczekać gorącej plaży, szumu morza, zachodów słońca, opalonych chłopaków... Jestem pewna, że wyjazd się uda. Co do obozu - wspomnienia są niesamowite. Zwykłe wędrówki czy śpiewanie przy ognisku mają tę magiczną moc, malują uśmiech na twarzach młodych osób. Kocham dźwięk gitary, w harcerskim mundurze czuję się w pełni sobą, uwielbiam spać w namiocie na niewygodnej kanadyjce, mieć przy sobie przyjaciół z tą samą pasją co ja. Chciałabym trochę opowiedzieć o moim harcerskim życiu.
Do ZHP (ZHP = Związek Harcerstwa Polskiego) należę już 3 lata. Z tym wrześniem rozpocznę 4 rok mojej wielkiej przygody. W swej drużynie znalazłam przyjaciół na całe życie, zaczęłam wyjeżdżać na biwaki, obozy, rajdy, nauczyłam się kochać i akceptować świat, mam satysfakcję z pomagania innym ludziom. Stojąc w kręgu innych harcerzy, śpiewam jak najgłośniej nie przejmując się tym, że fałszuję, nie boję się odtrącenia czy wyśmiania. Czuję jak moja dusza ulatuje w rozgwieżdżone niebo razem z iskierkami. Jestem zastępową i bardzo się z tego cieszę. Ostatnio zaczęłam robić śpiewnik harcerski, wkładam w niego całe serce, chcę żeby był jak najpiękniejszy, dbam o szczegóły. Często wychodzę ze znajomymi z ZHP na spacery czy dłuższe wędrówki. Gdy mam jakiś problem, oni mnie wysłuchają i mi pomogą, zawsze będą stać za mną murem.
Niektórzy moi znajomi na wieść o tym że zapisałam się do harcerstwa, popukali się w głowę, jeszcze inni się ode mnie odwrócili. "Przecież to dla głupich dzieciaków, które bawią się w stawianie szałasów w lesie, wychwalają śpiew ptaszków i są przy tym strasznie niehigieniczni bo nie mają się gdzie umyć, obciach, żenada!". Toż to brednie! Oni nawet nie spróbowali jak to jest, nie przyszli na ani jedną zbiórkę - nie mają więc prawa oceniać harcerzy. Równie dobrze ja mogłabym tak stwierdzić, nie dać szansy tej cudownej organizacji, żyć w błogiej nieświadomości i przeświadczeniu o tym że to głupie. Ale nie. Nie nie nie. Ja zrobiłam na przekór wszystkim. Poszłam na zbiórkę, nauczyłam się Prawa Harcerskiego, piosenek, zakupiłam mundur, zapisałam się na biwak, wybrałam się na wędrówkę. I wiecie co Wam powiem? Niczego, absolutnie niczego nie żałuję, przysięgam. Nie mogę słuchać ludzi, przejmować się ich opinią, rezygnować z czegoś tylko dlatego, że to jest 'passe'. Po prostu idę za głosem serca i wiem, że wybrałam dobrze.
Pierwszym moim biwakiem był Zlot Hufca. Było tam mega dużo drużyn, byłam dosyć onieśmielona, nie miałam jeszcze munduru, chusty, krzyża harcerskiego. Podążałam za nowymi znajomymi. Przedstawiano mnie innym harcerzom. Wszyscy spaliśmy w olbrzymiej sali gimnastycznej. Rozłożyłam - po raz pierwszy - karimatę i śpiwór na ziemi, poszłam porozmawiać z rówieśnikami. Jakąś godzinę później miałam chyba ze sto nowych numerów telefonów, rozmawiałam na różne tematy z wieloma osobami, czułam się wspaniale. Poszłam spać o północy, kiedy to zgaszono światło i kazano nam iść spać. Zasnęłam szybko, zmęczona wrażeniami. Gdzieś około 1:00 drużynowa obudziła mnie szarpnięciem za ramię i zawołała, że mam natychmiast wstawać i ciepło się ubrać. Wychodzimy do pobliskiego lasu. Już wtedy wiedziałam, co się święci. Na samą myśl podskoczyłam ze szczęścia. Oto dziś stanę się częścią drużyny. Naciągnęłam buty i ubrałam sweter. W rozczochranych włosach, z zaspanym wyrazem twarzy, wybiegłam pod wejście główne. Stały tam cztery osoby, które tak jak ja miały niedługo dostać barwy drużyny. Reszta zaprowadziła nas do lasu. Musieliśmy iść bez latarek wgłąb niego. Ja - jako odważna nastolatka - poszłam pierwsza. Kilka razy się przewróciłam, pobrudziłam błotem (akurat padało), ale to naprawdę nic! Szybko doszłam do pierwszej czujki. Miałam na niej zjeść bardzo, ale to bardzo niedobrą sałatkę. Dałabym sobie rękę uciąć, że były w niej robaki... No, mniejsza z tym. Przełknęłam ją i ruszyłam dalej. Na kolejnej czujce robiłam pompki i przysiady. Na następnej odpowiedziałam na kilka pytań związanych z ZHP. Ostatnia - czyli czwarta - i mały zawał serca. Natarto moją twarz błotem - ok, to nic. Ale kiedy zakapturzone postacie zaczęły się do mnie zblizać z długimi, ostrymi finkami, opadła mi szczęka. W sumie tylko wtedy się przestraszyłam, aczkolwiek stałam w miejscu, z zaciśniętymi ustami. Jeden chłopak w czarnej bluzie zaczął mi ścierać błoto swoim nożem. Cudem uniknęłam zdarcia naskórka. Jegomość przyciskał ostrze dosyć mocno, auć. Najważniejsze że żyję! Potem wziął mnie na ręce i pobiegł w stronę rozpalonego nieopodal ogniska. Tam czekali na mnie ludzie z drużyny. Otrzymałam piękną chustę, wszyscy z radością powitali mnie w drużynie, a ja byłam z siebie dumna.
Niedługo po tym biwaku przyszedł mój śliczny mundur. Szary, naszyłam na niego plakietkę z biwaku. Potem doszły kolejne plakietki i przypinki. Uszyłam sobie pagony, własnoręcznie zrobiłam pierścień. Czyli harcerka pełną gębą.
Nie chcę przynudzać, ale muszę napisać jak dostałam krzyż (wybaczcie mi to). Byłam na swoim pierwszym obozie letnim, w górach, w ostatni dzień miałam wartę. Szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że akurat wtedy go otrzymam. Zaczęło się zwyczajnie: kolega zawołał mnie z drugiego końca obozowiska, że mam do niego przyjść. Ucieszyłam się - koniec warty, mogę iść spać! Niedoczekanie moje. Kiedy tylko zaczęłam kluczyć pomiędzy namiotami, narzucono mi koc na głowę. Ktoś złapał mnie za nogi, ktoś za ręce. Oboje stęknęli z wysiłku - mam nadwagę, niestety. Zatahali mnie - znowu! - do lasu. Tym razem byłam sama. Musiałam po ciemku odnaleźć czujki, na których odśpiewałam Hymn Harcerski, powiedziałam treść Prawa, Przyrzeczenia i Modlitwy Harcerskiej. Potem podeszłam do ogniska, przy którym stała znaczna część mojej drużyny. Jako matkę krzyżową obrałam sobie najlepszą przyjaciółkę Kasię. Nad ogniskiem, z wyciągniętą ponad płomień ręką, powtórzyłam Przyrzeczenie i drużynowa wpięła mi na mundur przepiękny krzyż. Odśpiewano mi moją ulubioną piosenkę pt. "Harcerskie ideały". Później udaliśmy się do namiotów, ale ja z wrażenia długo nie mogłam zasnąć.
Cóż, to wszystko co miałam do przekazania. Następna notka w sierpniu. Mam ogromną nadzieję że dobrze spędzacie wakacje i się nie nudzicie. Trzymajcie się, misie! Czuwaj!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz