wtorek, 11 sierpnia 2015

Samoakceptacja - ważna rzecz

Hejka!
Jestem - niestety, po przerwie, ponieważ miałam 2 ważne wyjazdy. Ale już jestem, co najważniejsze. Post będzie o samoakceptacji, albo może inaczej: o tym, jak podczas długiej, dziesięciogodzinnej jazdy nad morzem przemyślałam to i owo i stwierdziłam że chciałabym się tym podzielić. 
Nigdy nie umiałam dokładnie ująć myśli w słowa, ale zawsze się starałam. Tak będzie i tym razem. 
♥♥♥
Mówią, że samoakceptacja przychodzi z wiekiem, nabywanym doświadczeniem; że przychodzi bardzo powoli i mozolnie, że nie da się jej "nabyć" w jeden dzień. I wiecie co wam powiem? To stek bzdur. Bo ja miałam jeden, tak, jeden przełomowy dzień. Myślałam, że ta jazda będzie okropna, nudna (mam chorobę lokomocyjną, co nie poprawiało mi nastroju). Jak zwykle rano spojrzałam z niechęcią w lustro. Siano na głowie. Trądzik. Nadwaga (tak, jestem otyła, zmagam się z tym od zawsze). Odrywam wzrok od szklanej tafli. Daremnie próbuję ułożyć włosy, aby nie przypominały gniazda. Dokładnie myję zęby. Wcieram żel do twarzy. Smaruję dłonie kremem. Słowem, próbuję się ogarnąć. Po porannym wysiłku znowu patrzę w lustro - niestety, nie osiągnęłam zamierzonego efektu i nadal wyglądam jak zombie. Ból, płacz, rozpacz. I tak ma być przez całe życie?! O nie!
Wsiadam do auta, zapinam pasy. Cały dzień jazdy, ta myśl mnie przytłacza. Godzinę mogę wytrzymać, ale dziesięć...? Uff. Z braku laku zaczęłam zastanawiać się na sobą. Zawsze już będę tym ponurym ziemniakiem którego widzę codziennie w lustrze? Zawsze będę żywić do siebie niechęć? Zawsze będę miała kompleksy z powodu kilogramów i braku urody? Ale dlaczego, po co? Przez to stracę najpiękniejsze lata swojego życia, tak nie może być. Nie chcę przecież być zgorzkniałą, starą panną z kotami, bo nie jestem ładna i chuda. Ile jest na świecie takich osób jak ja? Ile jest ich w moim otoczeniu? Pełno! Oni jakoś mają przyjaciół, znajdują miłość, są szczęśliwi, nie przejmują się wyglądem. Dlaczego mam być inna? Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam dziewczynkę na wózku inwalidzkim. I wiecie co? Zrobiło mi się wstyd. Cholernie wstyd. Jestem zdrowa, czy to nie jest najważniejsze? Ta dziewczynka nie może chodzić, a ja mogę. Inna osoba nie ma rąk, a ja mam. Jeszcze ktoś jest niewidomy, a ja widzę. Jestem zdrowa i powinnam za to dziękować. Mam co jeść, gdzie mieszkać, mam w co się ubrać. Mogę chodzić do szkoły, wyrażać własne zdanie. Mam rodzinę i przyjaciół, dla których jestem ważna. Czy to nie jest najistotniejsze? Kilogramy to tylko słowo. To tylko wymysł wymyślony przez ludzi. Mogę przecież wyglądać jak chcę, jestem wolnym człowiekiem, mam swój rozum. Kurczę, w tym momencie stwierdziłam, że byłam głupia i do tej pory żyłam w jakby półśnie. Z którego dziś powoli zaczęłam się wybudzać. I zaakceptowałam siebie. Ważny jest charakter, nie uroda. Naprawdę, zaakceptowałam swoje zalety i wady, swoją wagę, wzrost, oczy, usta, włosy, nos. Przecież to wszystko to JA.
♥♥♥
Chciałabym wam teraz polecić piosenkę, bardzo fajną, która pomaga w myśleniu nad sobą i otwiera oczy.
Amfa - Czytam, liczę, piszę
Na koniec chciałam się z Wami pożegnać. Następną notkę postaram się dodać jak najszybciej. Dziękuję, że czytacie moje wypociny. Jesteście najlepsi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz